Michno’s Blog
Newsy z mojego bliploga:

Michno’s Blog
Geek na Ścianie Wschodniej

20.05.2009, 16:23 Komentarzy: 3 »

Dzisiaj sobie trochę ponarzekam. A szczególnie na firmę 303.pl, która oferuje nadruki, koszulki, breloki i tym podobne rzeczy. Prócz typowych gadżetów możemy również dostać rzeczy, których nie chcemy, na dodatek po ponad kilku tygodniowym czekaniu. Ale po kolei.

Historia była prosta - podczas przeglądania czeluści Internetu znalazłem banner firmy, z ciekawości przejrzałem ofertę i to mnie zainteresowało. Od paru tygodni chodził mi jeden wzór po głowie, projekt leżał gdzieś na twardym dysku więc — czemu by nie zaryzykować?
303.pl - koszulkowe piekło
22 marca
Skontaktowałem się poprzez numer GG podany na stronie, super wszystko elegancko. Pan Łukasz ( conajmniej tak pisze na stronie ) doradził mi co i jak, uzgodniliśmy się co do wszystkiego. Dane + wzór poszły na adres e-mail, czekałem tylko na numer konta aby móc zapłacić za koszulkę.

24 marca
Od strony 303.pl cisza, kontaktuje się ponownie z Gościem. Mimo dostępnego statusu brak odpowiedzi.

25 marca
Próbuje jeszcze raz złapać kontakt z 303.pl — zaraz po tym jak status zmienia się z rozłączonego na dostępny piszę i o dziwio, dostaję odpowiedź. Po chwili rozmowy podaję jeszcze raz mail (czyżby opcja “Odpowiedź” nie istniałaby w ich programie pocztowym? Dziwne…) i dostaję numer konta. Robię przelew, przesyłam do nich potwierdzenie wpłaty i dostaję infomacje “ok jutro puszcze koszulkę“.
W dobrym nastroju trzymam za słowa pana Łukasza.

27 marca - 1 kwietnia
Czekam na listonosza. Prócz rachunków i innego kolorowego spamu żadnej paczki z 303.pl

2 kwietnia
Przychodzi jakaś paczka, jednak nie do mnie. W tym momencie w moim umyśle dostaję sygnał że coś jest nie tak.
Szybko włączenie peceta, kontakt już ze znanym numer GG. I zonk:

2009-04-02 15:35 Michno: chciałbym się upewnić, czy paczka została wysłana, bo juz czwartek a paczki dalej nie widzę
2009-04-02 15:44 303.pl: jaka paczka?

No przepraszam, ale w tym momencie poczułem się jak okradziony i okłamany prosto w oczy. A może dokładnie nie sprecyzowałem?

2009-04-02 15:44 Michno: no dobra, zamawiałem koszulkę, 25.03.2009 napisał pan: 2009-03-25 20:03 303.pl: ok jutro puszcze koszulke
2009-04-02 15:45 303.pl: a tak z tego co wiem wyszla
2009-04-02 15:45 303.pl: bede w firmie wieczorem to spawdze

Dziękuję i proszę Pana, żeby dał mi znać czy rzeczywiście ta koszulka poszła. Ma dać znać wieczorem.

3 kwietnia
Odpalam Mirandę z nadzieją na wiadomość od 303.pl. A tutaj niestety nic, status ustawiony na “zaraz wracam”. Znowu piszę i oczekuję na odpowiedź. Status zmienia się na chwilę na “dostępny” (a więc ktoś JEST przy pececie), jednak za moment wraca ponownie do porzedniego stanu.
W tym momencie rozpoczynam pisać tą notkę.

4 kwietnia
Kolejna rozmowa przez GG. Chyba mam szczęście, bo rozmawiam z szefem. Dostaję informacje, że nie ma nigdzie potwierdzenia wysłania paczki, a pracownika który zajmuje się moim zleceniem nie ma tego dnia w pracy. Nie pozostaje mi nic innego jak jeszcze raz poprosić o kontakt jeżeli sprawa się wyjaśni.

6-7 kwietnia.
Dalej czekam na listonosza. Nic do mnie znowu nie przychodzi.

8 kwietnia
Ostatni dzień w szkole przed przerwą świąteczną, wracam do domu i co zastaje?… Nic.
Znowu pełen złości wykonuje następny krok — kontaktuje się, tym razem telefonicznie, z numerem podanym na stronie.
Po rozmowie dowiaduje się że firma “raczej nie zajmuje się pojedyńczymi zleceniami“, aczkolwiek Pan z którym rozmawiałem, “jest w 100% pewien, że koszulka jest już wysłana“. Ale, oczywiście znowu go nie ma w firmie i nie ma jak tego sprawdzić. Dziękuję za rozmowę i dzwonię pod drugi numer podany na stronie (chyba już ten główny, do firmy). Po kilku sygnałach włącza się poczta głosowa.
Chyba już pogodziłem się ze stratą kasy.

9 kwietnia
Odpalam Mirandę i nieoczekiwanie dostaję wiadomość…

2009-04-09 09:21 303.pl: witam dostalem informacje od kolegi o Pana telefonie przez przypadek nie wyslalismy koszulki wysylam ja dzisiaj kurierem jutro bedzie u Pana
2009-04-09 09:21 303.pl: bardzo przepraszam za ta pomylke

Wow. Tutaj mnie zaskoczyli. Dlaczego?

  1. Przyznali się do błędu, co rzadko się zdarza
  2. Koszulkę mam dostać kurierem, a więc wysyłka będzie na ich koszt. No, chociaż po części.

Zadowolony, że nareszcie dostanę to, o co tak walczyłem, poczekałem do następnego dnia.

10 kwietnia
Od rana wyglądam kuriera i przed 15:00 do drzwi dzwoni pan z DPD. Dostaję małą paczkę, otwieram i… ZONK.
Nie dostałem tego co chciałem. Tzn. dostałem, ale po części. Na koszulce znajduje się grafika, ale o napisach Panowie już niestety zapomnieli. Na dodatek haft był zdziebka przesunięty w lewo…
Przysłana koszulka
Kolejna rozmowa z 303.pl i czego się dowiaduje? Że podobno “według kolegi nie chciałem napisów“. To już całkiem mnie wkurzyło — przecież jeżeli bym czegoś nie chciał, to bym tego w grafice nie umieszczał. Postanowiłem zrobić coś, co dawno powinenem. Zarządałem zwrotu kosztów, na co Pan się zgodził. Po powrocie z Wielkopolski odesłałem koszulkę pocztą (na swój koszt), przed weekendem majowym już koszulka była, a kasa miała być na kocie już 5 maja, ale, że Panu się zapomniało, moje 35zł dostałem dopiero w poniedziałek 11 maja.

Podsumowanie:

Od złożenia zamówienia do otrzymania paczki firmie zajęło 19 dni, jeszcze nie dostałem tego co chciałem. Miało być super, wyszło tak jak zawsze.
Przykro mi, ale przez pewien czas firmie 303.pl następnych zleceń nie złożę. Dlaczego?

  1. Syf w zamówieniach - nie wiedzą czy towar został wysłany czy nie. Wszyscy twierdzą że tak, już dawno, a po 17 dniach odkrywają paczkę, która gdzieś się zapodziała.
  2. Tragiczna obsługa - zwalanie na jednego “kolegę”, który odpowiada jednocześnie za nadruk, wysyłkę i przyjęcie zamówienia. Poza tym, jeżeli będą traktować swobodnie przysyłane przez klientów materiały, to długo nie pociągną…
  3. Tytułowe olewanie klienta - Droga ekipo 303.pl - Jeżeli zapewniacie kontakt przez Gadu-Gadu, Skype itp. to niech chociaż ktoś odpowiada na pytania! A nie, “ustawiam status zaraz wracam i mam was gdzieś”.
  4. Mało dokładne informacje na stronie - podczas rozmowy dowiedziałem się, że “firma raczej nie wykonuje pojedyńczych zleceń”. Nota bene strona jest jeszcze w budowie…

Jedyne plusy jakie się dopatrzyłem, to dobrej jakości materiał — zarówno haftu i koszulki, oraz to, że przyznali klientowi rację. A w dzisiejszych czasach to ciężko nawet z tym.

Do następnego.

18.05.2009, 16:21 Brak komentarzy »

Minęło już równo miesiąc od mojego wyjazdu na tereny Poznania i okolic. I muszę przyznać, że Wielkopolska to fajny region — jadąc pomiędzy miastami krajobrazy wydawały mi się znajome, bo praktycznie dookoła pola, może mniej lasów, ale za to strasznie duuużo jezior i jezioreczek. Tak więc jest pewnie gdzie popływać w lecie, o ile woda nie jest zanieczyszczona jakimiś chemikaliami czy czymś. Nie wiem, nie znam stanu czystości jezior w tamtych teranach. Bądź co bądź — krajobrazy pierwsza klasa.
Jezioro Lednickie
Jeżeli chodzi o sam Poznań, bo głównie dla tego miasta zapisałem się na ten wyjazd — wiadomo: BarCamp, Targi Poznańskie… — to bardzo przypadł mi do gustu. Naprawdę duże miasto, jest gdzie wyjść, chociażby w odrębie samej Starówki jest parę ciekawych miejsc do których z chęcią jeszcze raz zajrzał. A jeżeli nawet nie na Starówce, to pewnie i poza nią. Poznań ma co zaoferować, i reklamy nie kłamią ;] Chętnie jeszcze raz odwiedzę te rejony, ale już nie wycieczką autokarową, i nie z grupą 40-osobową. No i przede wszystkim na kilka dni, a nie na 1 dzień. Bo jak to powiedział pan przewodnik, “Jeden dzień na Poznań to za mało.” Kto wie, czy czasem nie zrobie “małego” kółka dookoła Polski. Ale to może za rok, po maturze — na razie powolutku układam plan w głowie ;P
Rynek w Poznaniu
Wypad był bardziej nastawiony pod kątem zwiedzania kościołów niż muzeów (bo za wejście do kościołów nie trzeba płacić, a czasami warto zobaczyć niektóre rzeczy). Ze wszystkich kościołów najbardziej zaimponował mi Licheń — swoją wielkością, przepychem i… bezcelowością? Dalej nie rozumiem, po co budować coś takiego wielkiego na takim pustkowiu…
Dla lansu?

Do następnego!

9.05.2009, 20:48 1 Komentarz »

Uff, przepraszam za przerwanie cyklu. Jakoś nadszedł długi weekend i nie miałem czasu na podsumowanie wypadu do Wielkopolski. Tak więc…

Dzień czwarty - Kalisz

Pobudka wcześnie rano, śniadanie i dość rygorystycznie sprawdzenie pokoju - czy są jakieś zniszczenia, zadrapania itp. Nasz pokój przeszedł kontrolę pomyślnie, więc szybka ewakuacja do autobusu i w trasę.

Na początku mieiliśmy zwiedzać pałac w Rogalinie — jednak po przyjeździe okazało się, że obiekt jest wyłączony ze zwiedzania, ponieważ jest w remoncie. Z tego wszystkiego zobaczyliśmy stare dęby i ogrody francuskie (które jakoś mnie nie zachwyciły — po prostu parę krzaczków ustawionych symetrycznie). Całe zwiedzanie trwało ok. 15 minut.
Zamek w KórnikuKolejny przystanek — zamek w Kórniku. Wjazd na dość zniszczony parking, wysiadka i idziemy zwiedzać. Przy wejściu zakładanie gustownych klapeczek i praktycznie z góry informacja, żeby nie robić zdjęć, albo wykupić haracz w postaci 10zł :S
Na zamku najbardziej podobała mi się zbrojownia — dużo różnych mieczy, noży itp. rzeczy z różnych części świata. Poza bronią w oko wpadły mi pamiątki z wyprawy do Australii i Oceanii jednego z właścicieli zamku. Poza tymi eksponatami, moim zdaniem na kórnickim zamku już nie ma czego oglądać. Ale to moje zdanie młodego człowieka :P

Po Kórniku przyszła kolej na Kalisz — ostatnie miasto które zostało do zwiedzenia. Na początku jednak zamiast zwiedziać samo miasto, pojechaliśmy do starej dzielnicy, gdzie zrekostruowano prawdopodobny wygląd pierwszej osady w Polsce - łącznie fundamentami kościoła, bramą podobną do biskupińskiej czy fosą. Oczywiście, wszystko dofinansowane z Unii Europejskiej, co było jakoś bardzo widać. No, i oczywiście znowu zechciano z nas zedrzeć 15zł za zezwolenie na robienie zdjęć, ale według mnie zdzieranie za robienie zdjęć obiektu, który jest na wolnej przestrzeni, to trochę bezsens.

Po zwiedzaniu zrekonstruowanego Kalisza, pora na właściwy — a tutaj już można było co oglądać. Szczególnie, jeżeli wszystko zostało odbudowane praktycznie od zera po I WŚ.
Oczywiście, nie wszystko zostało zniszczone, np. Kościół św. Mikołaja ocalał, a w środku — malowidła na ścianach, a szczególnie pomalowany w gwiazdy sufit. Nie jest jakaś to piękność, ale mi taki sufit się spodobał :D W samym kościele nie byliśmy długo, musieliśmy ruszać dalej.
Kolejny przystanek - kaliski rynek, wielkością podobny do zamojskiego, no może ciut większy. Ale liczba uliczek dookoła rynku o wiele większa, czego nie można powiedzieć o Zamościu, gdzie mamy raptem kilka ulic. Po Rynku odwiedziliśmy kościół św. Józefa, który ma dość sporą sławę. W nim cudowny obraz św. Rodziny, do którego przyjeżdzają pielgrzymki z całej Polski. Mnie najbardziej ujęła kaplica pod kościołem, w której znajduje się mini-muzeum, w którym znajdziemy pamiątki ofiarowanych przez księży więzionych w hitlerowskich obozach koncentracyjnych. Po prostu, będą w Kaliszu trzeba zobaczyć.
W samym kościele nie mogliśmy dłużej przebywać, ponieważ — była sobota, a to wiadomo, dzień ślubów.
Ostatnią rzeczą którą zobaczyliśmy w Kaliszu to jedyny w Polsce Pomnik Książki — na pamiątkę pozbycia się księgozbioru z biblioteki kaliskiej podczas wojny. Bo często nie doceniamy zwykłej książki ;]
Co mnie zdziwiło w Kaliszu? Przystanki komunikacji miejskiej co 200 metrów :D

Piotrków TrybunalskiOstatnie miejsce w którym się zatrzymaliśmy to Piotrków Trybunalski i obowiązkowe zaliczenia Maca. No, ale mieliśmy pecha i restauracja była w remoncie, działał tylko McDrive. A czego to nie zrobią głodni licealiści… :D
W tym momencie chciałbym pozdrowić tą panią z okienka, która jak zobaczyła grupę 40-osobową to się załama. Ale, oszczędziliśmy jej kłopotu, wsiedliśmy w autokar i znaleźliśmy inną restaurację pod Piotrkowem. Po posileniu się ruszyliśmy już prosto do Zamościa

Podsumowanie: w następnym wpisie.

28.04.2009, 22:06 Brak komentarzy »

Dzień trzeci — Poznań

Kolejna pobudka o 6:30 przez licheńskie dzwony. Potem śniadanie, szybko spakować torby do autokaru i jedziemy w trasę. Mieliśmy nawet przyjemność przejechać się autostradą, co już było wielkim wydarzeniem jak na polskie warunki drogowe :]

Po dojechaniu do Poznania pierwszym przystankiem była Katedra. No i tutaj pan przewodnik powiedział, że początki państwa polskiego były właśnie w Poznaniu, a nie — jak do tej pory byłem nauczony — w Gnieźnie. Tak więc ten fakt trochę mnie zdziwił i zmienił podejście do historii naszego kraju.
No nic, w samej katedrze, a dokładniej w jej podziemiach zobaczyliśmy fragmenty pierwszej katedry oraz część misy chrzcielnej, gdzie prawdopodobnie tam narodziły się początki chrześcijaństwa w Polsce.
Poza podziemiami w Katedrze znajduje się Złota Kaplica — miejsce w połowie ufundowane przez hr. Raczyńskiego, który bardzo wpłyną na rozkwit Poznania. Kaplica jest zamknięta do zwiedzania, ale przez kraty można ujrzeć jak dokładnie jest wykończona (złocenia i te sprawy).

poz1Kolejnym miejscem była poznańska starówka, i mieliśmy szczęście zobaczyć słynne koziołki :P Potem przejście do Fary (Kościoła Jezuitów na Starówce) — a tam było na co popatrzeć. Styl typowo barokowy, wszędzie drobne detale i kolumny marmuro-podobne, które nic nie potrzymują. Drugi kościół który mnie zachwycił po Bazylice w Licheniu. Potem to już czas wolny.
Co mnie zdziwiło w Poznaniu: restauracja Feniks, ale wyglądała jak Sphinx — te same lampy, stroje obsługi czy menu. Może to jest tak jak z ziemniakami: tam pyry, tu kartofle a chodzi o to samo? ;]
Minął czas wolny, więc ruszyliśmy dalej na poznawania Poznania — wejście na byłe tereny zamku, potem już przejście przez odbudowane baszty na obrzeżach starówki i prosto do autokaru.

poz2Ostatnim miejscem które odwiedziliśmy w stolicy Wielkopolski to Centrum Handlowe Plaza — a w nim kino Orange iMAX. Mieliśmy okazję zobaczyć film “Morskie stwory 3D”. Tak, brzmi jak nazwa horroru klasy B, ale to miał być film raczej edukacyjny i miał za zadanie pokazać działanie systemu 3D. Jeżeli chodzi o fabułę, doszliśmy do wniosku że to był raczej dramat psychologiczny niż “ładna historia o rybce Dolly sprzed tysięcy lat”. Ale efekty — pierwsza klasa ;]

Na nocleg w Poznaniu pojechaliśmy do schroniska młodzieżowego. Niestety, ale jak zostaliśmy zapoznani z regulaminem, to doszedłem do wniosku, że dość “trudna” młodzież tu nocuje. Ale za to zdobyliśmy hasło do WiFi, więc dało się przeżyć :D

Ostatnia część jutro. No, i może jeszcze jeden dodatkowy wpis.


No to hop do góry!