Witamy w Rzeszowie
Właśnie uciekł kolejny miesiąc wakacji, na który miałem masę planów, a niestety -- wszystko się pokrzyżowało (chociaż nie wiem czy to dobre słowo, w kontekście ostatnich wydarzeń) z rekrutacją na uczelnie. Zwlekałem trochę z wpisem o wynikach mojej rekrutacji, ponieważ czekałem na jeden list -- a konkretnie na ten list:

Tak, dostałem się na Politechnikę Rzeszowską, na kierunek informatyka -- tak więc już skończyłem naukę, od teraz studiuje.
Wspominając o rekrutacji, to muszę trochę ponarzekać na całym system przyjmowania nowych studentów. Przede wszystkim nie mogę zrozumieć rzeszowskich -- i nie tylko rzeszowskich -- uczelni. Dlaczego nie da się zrobić jednego terminu rekrutacji? Dlaczego Politechnice udało się przez 3 dni zadecydować, kto może u nich studiować a kto nie, a Uniwersytetowi Rzeszowskiemu potrzeba było na to aż 10 dni? Sprawdzali nas w Krajowym Rejestrze Karnym czy czasem nie mieliśmy jakiś przygód w czasach gimnazjum, czy co?
Może trochę przesadzam, ale sprawa wyglądała tak: do 9 lipca miałem czas na wypełnienie formularzy rejestracyjnych online oraz dokonania opłat rekrutacyjnych -- to było jeszcze w porządku. 12 lipca były wyniki na Politechnice i do 16 lipca miałem dostarczyć potwierdzenie chęci studiowania. Gdybym go nie dostarczył -- oznaczałoby to jednoznacznie, że nie chcę studiować na PRz i czekam na wyniki na URz, które są 19 lipca -- tydzień później. No i gdyby się okazało, że na Uniwersytet się nie dostałem, to niestety: nie mam gdzie studiować, zostaje mi II tura rekrutacji. A w niej już nie ma interesującej mnie informatyki... Gdyby wyniki były jednego dnia w jednej i drugiej szkole -- mógłbym dokonać jakiegoś wyboru.
Ale, wszystko wyszło na dobre -- wybrałem Politechnikę i jeszcze tego nie żałuję. Zobaczymy jak to będzie wyglądać w październiku.

A tak z innej beczki, Team PCinside znalazł sobie nową siedzibę w Rzeszowie, widok z okna powyżej. Pewnie osoby mieszkające w stolicy Podkarpacia zaraz się domyślą w jakiej dzielnicy znajduje się nasze lokum, ale póki co -- niech dla pozostałych pozostanie to zagadką.
Do następnego.
Ciekawostka: 19 lipca, już po podjęciu ostatecznej decyzji, dowiedziałem się, że dostałem się również na Uniwersytet Rzeszowski. A który byłem na liście -- najlepiej przemówi za mnie ten oto screenshot...
3 rok i jedziemy dalej
Parę dni temu minął 3ci rok od kiedy piszę na blogu. "Piszę" może to nie jest dobre słowo, raczej upublikuję jeden - dwa wpisy w miesiącu. Oczywiście, mogę zwalić to na brak ciekawych tematów, ale tak na serio, to zwycięża prokas... prokastry... no, nazwijmy to po staromodnemu - lenistwo.
Czy coś wspominałem o nauce JS w tym roku?
![Ciastko ;]](http://farm4.static.flickr.com/3465/3861282049_6222e80189_o.png)
Co do poruszania tematów, eRIZ już od dawna mówi - nie masz o czym pisać, pisz technicznie. I to się sprawdza, z czego widzę po statystykach, kiedy jednego dnia ruch na blogu wzrósł 100%, bo ktoś na jakimś forum dał linka do mojego wpisu o zgrywaniu muzyki z kaset magnetofowych.
Ale ja mam pisać technicznie? Myślę, że nie, już w sieci wystarczająco jest stron i blogów poświęconym tym zagadnieniom. Kolejne miejsce w sieci do flamewaru "dlaczego napisałeś to tak, skoro można było tak" nie jest mi tutaj potrzebne ;P
Sorry eRIZ, ale ty jesteś ode mnie lepszy w pisaniu takich rzeczy.
Do czego zmierzam: wpis jest jednocześnie podziękowaniem i zapowiedzią paru zmian.
Jeszcze raz dzięki za czytanie moich wypocin. Pierwszy raz w życiu tworzę coś, co trwa dłużej niż 2 lata i się jeszcze tym nie znudziłem.
Zmian jakiś poważnych w wyglądzie nie planuje - no, może jakieś kosmetyczne typu: zmiana grafiki na górze czy dodanie/zabranie paru widżetów z prawej strony. I chyba przekształcenie nazwy z "Michno's Blog" na jakieś "historie/zapiski/dzienniki/kroniki michnowe", jeszcze się nad tym waham. No i chyba co sobota trafi się jakiś wpis podsumowujący ostatni tydzień. Coś co możecie spotkać na motywie drogi.
A, no i michno.org zmienia szaty na nowsze i ciekawsze. Na razie layout leży gdzieś na dysku i czeka na swoją kolej.

W głowie mam jeszcze parę projektów, do którego można zaliczyć wystartowanie "JABOLa", czyli po rozwinięciu skrótu "Just Another BliplOg Layout". Szczegóły podam we wrześniu na blogu i na tagu #jabol - jak ktoś chce pomóc w grafice/kodowaniu niech pisze do mnie na e-mail czy się odezwie na Blipie.
Kolejne projekty już na następnych wakacjach - powoli zbieram ekipę na wypad dookoła Polski (kiedyś o nim wspomniałem u Raviciousa na blogu - NIE, to nie był Prima-Aprilisowy żart ;P ). Wszystko wyjaśni się przed maturą.
No właśnie, matura...
Do następnego.
eLkowy porządek w głowie
Z dużymi przerwami (złamana noga, w międzyczasie zapalenie płuc...), po ponad 150 dniach nauki i po sporym uszczupleniu mojego budżetu udało się. Zdałem kategorię B. Co prawda za drugim razem, ale chyba tak trzeba było - wzłaszcza, że większość moich znajomych zdała za drugim, a i ja sam nie liczyłem na to, że zdam za pierwszym.
Jak wyglądał sam egzamin? Uff, trochę kontrastowo, bo nerwowo dla mnie i rutynowo dla Pana Egzaminatora. Jak wysiadłem z eLki praktycznie byłem cały mokry. A wszystko przez stres, pilnować się żeby nie oblać na jakimś głupim będzie -- na złym ominięciu rowerzysty, nie zapomnieć głupiego kierunkowskazu. Najgorsze są ostatnie minuty egzaminu, kiedy wiesz i czujesz, że już zmierzasz w stronę ośrodka i masz prawie dokument w kieszeni.

A egzamin miałem okazję zdawać na Fiacie GrandePunto, z czego bardzo się ucieszyłem -- ponieważ w WORD Zamość tego dnia zostały wymienione wszystkie stare (sic!) Renault Clio na nowsze, a ja niestety tych nowszych nie znałem. Ponadto, pierwszą godzinę jazd zaczynałem punciakiem, i punciakiem skończyłem naukę na kategorię B.
Jakieś błędy? No, zostałem odpowiednio poinformowany, żebym nie katował samochodu ( czyli nie jeździł zbytnio dłuuugo na drugim biegu
) inne drobne potknięcia. Ale, ogólnie dobrze. Jeżeli ktoś jest ciekawy trasy i dokoładniejszego opisu mojego egzaminu, to zapraszam na forum prawojazdy.com.pl
Jakieś moje rady dotyczące egzaminu? Chociaż to wydaje się niemożliwe, trzeba podejść do tego na luzie -- bo stres to zły doradca
To chyba tyle -- teraz oby papiery bez problemu dotarły do Wydziału Komunikacji, bo jakoś już nie chcę zaglądać do WORDu przez jakiś czas... I kto wie, może teraz na blogu będą pojawiać się wpisy z wycieczek samochodowych?
Do następnego!
Złamana noga, film i Wielkopolska
Końcówka marca, cały miesiąc nieodzywania się a więc warto się przypomnieć że żyję.
Muszę was ostrzec, że przez durnotę można sobie biedy narobić. Do tej pory myślałem, że nogę można złamać w sytuacjach typu np. podczas wykonywania jakiś sportów ekstremalnych, albo gdy potkniemy się na śliskiej, oblodzonej powierzchni i zaliczymy glebę. Ale podczas wstawania z fotela w domu?!
Chirurg doszedł do wniosku, że złamanie V kości śródstopia jest dość powszechnym urazem. Werdykt: do świąt Wielkanocnych śmigam o kulach i w ochraniaczu. Cieszę się, że nie w gipsie.

Swoją drogą, jak na ironię można zacytować słowa znanej reklamy: "9 na 10 wypadków zdarza się w domu. Lion radzi - nie siedź w domu."
Skoro czasami reklamy nie kłamią, postanowiłem sobie wziąć te słowa do serca i tym sposobem zapisałem się na wyjazd na tereny Wielkopolski (o którym już wcześniej wspominałem) w dniach 15-18 kwietnia. Tak więc w kwietniu częściej będę pisał - i mam nadzieję, że tym razem jakoś upchnę peceta do torby, żeby nie wyszło mi tak jak przy ostatnim wyjeździe na Słowację, gdzie byłem odcięty od świata
Ale chyba czasami warto dać sobie spokój od wszystkiego i wpisać magiczne "!wylacz".
A w ostatni piątek (tj. 27. marca) w mojej szkole odbywały się Dni Otwarte. Przekonywaliśmy gimnazjalistów, że tutaj tak źle nie jest i warto chodzić. A szalony Michno wpadł na jeszcze bardziej szalony pomysł nakręcenia filmu o 3LO w Zamościu. Efekt pracy mojej klasy zobaczycie na YouTube, albo tutaj:
Doszły mnie słuchy, że nasz film był bardziej oblegany niż standardowa prezentacja przygotowana przez nauczycieli
Na koniec: w tym roku biorę udział w konkursie DialNetMasters w teamie DostawcyKanapek. Znając nasze szczęście, to i tak daleko nie zajdziemy, ale warto spróbować.
Do następnego!
(prawdopodobnie 15 kwietnia gdzieś z okolic Poznania ;])
