michno bloguje
30gru/096

Recenzja LG GT500

Obiecywałem videorecenzję telefonu, jednak nie od razu Rzym zbudowano -- trzeba zacząć od tradycyjnej formy przekazywania treści, za pomocą tekstu. Poza tym, sztuka videorecezji jest trudna, i wierzcie mi, próbowałem nagrać jeden fragment z 10 razy.
lg_rec1
Firma LG od zawsze kojarzyła mi się z bardziej telewizorami i porządnymi nagrywarkami płyt CD niż z technologią mobilną, dlatego może na początku trochę sceptycznie podchodziłem do omawianego przeze mnie modelu LG GT500. Fakt, ten koreański producent już od kilku lat gości na arenie komórek, i z tego co pamiętam zaczynał on od telefonów z klapką, dopiero jakiś czas temu ta firma przerzuciła się na monobloki z dotykowym ekranem, czego przykładem mogą być modele Cookie czy Arena. Jak im się udał model GT500?

Telefon jest dość duży -- wszystko przez sporych rozmiarów dotykowy wyświetlacz o przekątnej 3 cali i wymiarach 240x400px, oraz z możliwością wyświetlania 262 tysięcy kolorów. Jak dla mnie to sporo. Dzięki dużemu ekranowi, telefon jest również dość cienki (oczywiście pod względem grubości), przez co cały czas mam odruch sprawdzania, czy czasem LG nie wypadł mi z kieszeni. Co niektórzy mogą mówić o tym, że przesadzam, ale przy HTC S710 GT500 pod względem grubości to wizytówka. Obudowa wykonana z dobrych materiałów, ale łatwo na nim zostają nasze odciski i mam tendencję do trzeszczenia w okolicach klapki od baterii. Co do klapki, to nie wróże jej długiego żywota -- po pewnym czasie zatrzask się wyrobi. Chyba. Na obudowie po bokach znajdziemy również gniazdo kart microSD/SDHC, gniazdo słuchawek/ładowarki, przyciski głośności, blokady klawiatury oraz za aparat. Z przodu -- zieloną słuchawkę, przycisk do ulubionych aplikacji oraz tradycyjnie przycisk do kończenia połaczeń.
lg2lg4lg1
Skoro budowę mamy za sobą, pora przejść do tego, co w środku. LG nie oferuje nam jakiegoś znanego systemu operacyjnego jak WindowsMobile, Symbian czy Andriod. Do tej pory nie sprawił mi żadnych niespodzianek poprzez zawieszenie się czy niespodziewane wyłączenie. Do telefonu dołączany jest rysik, ale obsługiwanie palcem jest wygodne, jednak do czasu. Na pulpicie naszego GT500 możemy umieszczać widżety, między innymi umieszczać skróty do kalendarza, muzyki czy notatek. Szkoda tylko, że mamy tylko baaardzo ubogi wybór tych miniaturowych aplikacji. Po menu poruszamy się dość płynnie, nie trzeba długo czekać na uruchamianie się danych narzędzi w telefonie. A mamy ich sporo: m.in. Bluetooth w wersji 2.0 obsługującym profil A2DP, dobrej jakości WiFi, aparat 5 megapikseli oraz -- nadajnik GPS. W moim modelu do obsługi nadajnika mam aplikację NaviExpert lub GoogleMaps. NaviExpert działa bez problemu -- odnajduje drogę nawet na podzamojskich wsiach, jednak czasami komunikaty są wypowiadane trochę za wcześnie...
lg6lg7lg8
Aparat w LG jest dobrej jakości -- zdjęcia są wyraźne, przykładowe fotki możecie zobaczyć poniżej. Ponadto, w telefonie znajdziemy klika filtrów do zdjęć, tryb makro a nawet geotagowanie zdjęcia (!) oraz bardzo dobrej jakości lampę błyskową, która nie raz, nie dwa pomogła mi znaleźć drogę we wcześnie zapadających, zimowych ciemnościach. Jednak nie wszystko działa jak należy -- telefon potrafi strzelić focha i zamiast cyknąć fotę poinformuje nas o błędzie i wróci na pulpit.
IMG027IMG029IMG024
Wspomniałem o WiFi, a jak sieć WLAN to i Internet, a w tym telefonie przeglądanie stron to PORAŻKA. Wyświetlanie stron jest oparte na silniku IE6, gdzie na przykład moja strona wygląda niezbyt ciekawie -- zapomnijcie o przezroczystych PNG. Oczywiście, lepiej wyglądają strony mobilne typu onetLAJT czy gazeta.mobi. Dla każdego, kto zakupi telefon od razu polecam ściągnąć OperęMini.
lg9
Wspomniałem o niewygodnym pisaniu -- w naszym LG mamy kilka możliwości wprowadzania tekstu -- przez typową klawiaturę spotykaną w normalnych telefonach, poprzez rozpoznawanie pisma a na klawiaturze QWERTY kończąc. Ale, tutaj pojawia się problem -- nie wszystkie układy są dostępne jednocześnie! Przykład? Podczas łączenia się z moją siecią WiFi potrzebne jest do wpisania 20 znakowe hasło, a jest dostępna tylko klawiatura alfanumeryczna...
Klawiatura QWERTY też nie jest idealna, szczególnie przy SMSach -- często zdarza mi się wysłać nieskończonego SMSa, bo chciałem napisać literkę Z, a przerwać wysłania się nie da, dlatego korzystam ze starego, dobrego układu alfanumerycznego.
Muzyka w GT500 to osobna sprawa -- dołączane przez producenta są dobrej jakości, a odtwarzacz daję radę. Tutaj jako minus mogę podać, że lista odtwarzania może zawierać maksymalnie 500 utworów, no i niestety, za każdym razem gdy chcemy zmienić utwór, musimy wyciągać telefon z kieszeni i na ekranie dotykowym przerzucać utwory, ale -- to LG można wybaczyć, bo to nie jest telefon muzyczny.

Coś jeszcze? Hmm... chyba nie. Warto jeszcze wspomnieć, że 1000mA bateria spokojnie starcza na 3-4 dni normalnego korzystania z telefonu bez dodatkowego ładowania, a ładować możemy na różne sposoby -- albo przez ładowarkę sieciową albo przez USB. Ponadto, w pudełko znajdziemy płytkę z oprogramowaniem LG PC Suite III, wspomnianą ładowarkę z odłączanym kablem USB, słuchawki + papierkowy spam czyli instrukcje.

Podsumowując -- LG GT500 to fajny telefon i to zmieniło opinię o produktach LG jeżeli chodzi o technologię mobilną. W Puccinim (tak, zapomniałem o tym wspomnieć. Druga nazwa telefonu to PUCCINI. W Wikipedii znalazłem informację, że Giacomo Antonio Domenico Michele Secondo Maria Puccini był kompozytorem muzyki operowej. I miał często w roku imieniny.) znajdziemy parę niedoróbek do których można się przyzwyczaić -- w końcu stworzyli go Koreańczycy ;] Jeżeli chodzi o skalę ocenową, to u mnie LG ma piąteczkę z minusem.

Do następnego!

Wpis w kategorii: Recenzje 6 Komentarze
1lut/083

Flaker – z czym to się je?

Flaker LogoDobra, tytuł może nie jest zachęcający, ale większość ludzi z blogosfery i nie tylko wie o co chodzi. A jeżeli znajdzie się parę osób, które jeszcze nic nie wiedzą, to zapraszam do przeczytania mojej opinii na temat tego serwisu ;]

Ostatnio, (w środę bodajże) na blipie zrobiło się głośno o Flakerze. Nie wtajemniczony wszedłem na główną stronę i już mniej więcej zrozumiałem o co chodzi w cały projekcie.

Idea

Za Flakera odpowiada grupa netguru, pomysłodawcy spotkań IT "Barcamp" w Poznaniu. Celem serwisu jest skupienie w jednym miejscu wszystkich profili użytkownika z innych serwisów i powiadamianie znajomych, jakie były nasze ostatnie kroki w sieci. Coś jak OpenID, tylko że zamiast danych personalnych, pojawiają się konta z innych stron społecznościowych.

Pomysł mi się podoba, ponieważ jeżeli ktoś bardzo udziela się w Polskim Internecie to wrzucenie wszystkiego do jedengo worka jest nie głupim pomysłem. Po co dawać x linków do swoich kont na różnych serwisach, jak można dać proste flaker.pl/Michno i już wiadomo gdzie mnie można znaleźć. O ile wiem, nikt czegoś takiego za Wielką Wodą podobnego nie wymyślił, chociaż na podobnej zasadzie działa dashboard.pl, który w sieci był już dużo wcześniej.

No a jakie serwisy obsługuje Flaker? Najpopularniejsze polskie (Fotka.pl, Allegro.pl) i zagraniczne (YouTube.com, Flickr.com) oraz mamy możliwość podpięcia RSSa z naszego bloga. To naprawdę sporo i mam nadzieję że będą dodawane kolejne serwisy.

No a teraz trochę krytyki. Hmm... Flaker? Nie wiem, dlaczego, ale na początku mi ta nazwa nie podpadła. Jakby była wymyślana wg. jednego z cytatów na kretynie, tylko tutaj w encyklopedii trafiono na słowo "flaki".

Po drugie, jak już zauważono - brakuje wyszukiwarki. To w miarę utrudnia dodawanie znajomych tudzież sprawdzenie czy jest taka osoba zarejestrowana.

Flaker jest ciekawym projektem, ale pozostaje jakiś niedosyt, nie ma tak zwanego "klimatu" - ot, kolejny "suchy" serwis społecznościowy. Narazie jest on w wersji BETA. Zobaczymy, czy zmieni się na lepsze i da się poczuć ten klimat społeczności internetowej.

Do następnego.

Wpis w kategorii: Recenzje, Web 3 Komentarze
7paź/071

Stephen King – „Komórka”

Muszę przyznać szczerze, że nigdy wcześniej nie miałem doczynienia z książkami Stephena Kinga. Wogóle z książkami, tyle co streszczenia lektur, no i w podstawówce przeczytana książka "O psie, który jeździł koleją", którą przeczytałem od deski do deski.

Będąc w ostatnią sobotę w Zamościu, z ciekawości zajrzałem do - powiedzmy "nowego" - centrum handlowego. Jak wiadomo Hypernova została wchłonięta przez Carrefoura, więc budynek został, jedynie zmieniła się ekspozycja. Przechodząc przez dział z książkami (który notabene sąsiaduje z elektronicznym) zauważyłem kątem oka właśnie książkę Stephena Kinga pod tytułem "Komórka". Wiadomo, aby jakaś powieść w której tytule zjaduje się coś "elektronicznego", zaraz muszę zobaczyć o co mniej więcej chodzi. To już się nazywa zbocznie zawodowe. Czy jakoś tak.

komorkaPostanowiłem przeznaczyć parę złotych na (i tak już przecenioną) książkę. Z resztą bateria w telefonie była już na wyczerpaniu, a że jazda 23km w autobusie może być nudna, więc wrzuciłem ją do koszyka. Wróciłem na przystanek, poczekałem parę minut na autobus i zabrałem się do czytania.

Młody rysownik Clay Riddell właśnie podpisał obiecujący kontrakt wydawniczy. Wraca ulicami Bostonu do swojego hotelu aby zadzwonić do żony i syna, którzy mieszkają w oddalonym Kent Pond. Bohater nie posiada telefonu komórkowego. Za to staje się świadkiem wydarzeń, które zmieniają cywiliwazję. Pierwszego października o 15:03 czasu wschodnioamerykańskiego wszystkie komórki zaczęły wysyłać dziwny sygnał, nazwany później Pulsem. Każdy, kto od tego czasu użył telefonu, zamieniał się krwiożerczą bestię, która bez powodu rzucała się i zabijała inne osoby. Wśród tego całego zamieszania, spadających samolotów i ekspodujących aut, Clay poznaje Toma - małego człowieka z wąsikiem w tweedowy garniturze, któremu dzień wcześniej zepsuł się telefon i dzięki temu pozostał normalny. Jednak szybko Clay uświadamia sobie, że musi jak najprędzej wrócić do domu i ostrzec syna, aby nie korzystał z komórki, którą dostał na dwunaste urodziny. mini-cellPieszo, bo przecież jakakolwiek komunikacja przestała istnieć. I tutaj zaczyna się długa i niebezpieczna wędrówka, także wszystkich, którzy pozostali normalni. Większość uchodźców kieruję się w stronę centrum stanu Maine, gdzie tam nie ma zasięgu telefonii komórkowej. Można powiedzieć, że to jest ostatnia enklawa ludzkości. Ale czy napewno?

Książka wciąga - po raz pierwszy mi się w życiu zdarzyło, że jednego dnia przeczytałem ponad 190 stron (!). Akcja dzieje się bardzo szybko, prawie na każdej stronie coś się dzieje. Mimo, iż jest to horror, (dopiero od siostry dowiedziałem się, że takie książki pisze King) lekko się go czyta. Koszmarów sennych po przeczytaniu prawie połowy książki nie miałem ;-) Ale jak ktoś za bardzo nie lubie tego gatunku, to nie namawiam. W pierwszych rozdziałach słowo "krew" pojawia się baaardzo często. Zakończenie, no cóż - otwarte, więc pozostanie na zawsze niepewność czy wszystko skończyło się dobrze...

Tak więc może czasami lepiej zostawić nasz telefon na biurku i wyjść gdzieś na świeże powietrze?

Stephen King: "Komórka",
Wydawnictwo: Albatros,
Liczba stron: 428,
Cena: ok. 25zł

Zdjęcia pochodzą z serwisu StephenKing.pl

Wpis w kategorii: Recenzje 1 komentarz
13sty/076

livebox tp czyli zachciało się bezprzewodowo…

Tydzień temu wstąpiłem do TPSA. Kończyła mi się umowa o neostradę, trzeba ją było przedłużyć a przy okazji chciałem się dopytać o "livebox tp" - zachciało mi się żeby było bez kabli po domu. Weszliśmy z ojcem do biura TP, 30 min. przed zamknęciem. Rozpoczeliśmy rozmowę ze sprzedawcą, który widać znał się na temacie, bo odpowiadał na moje każde pytanie. Przedłużyliśmy neostradę, ale do dzisiaj mi nie wiadomego powodu nie dał nam ww. "livebox"-a. Kazał się zgłosić w następnym tygodniu.

Minął tydzień, przybywam do biura tp w Zamościu. Gościa nie widać było, jedna paniusia na całe biuro, ale kolejka. Nastawiłem się na czekanie. Po 15 minutach podleciała jakaś praktykanka, zapytała w czym może pomóc. OK, powiedzieliśmy, że chceiliśmy tylko modem odebrać. Dała dość duże pudło z logo France Telecom i umowę do podpisania. Rodzic podpisał, potem już tylko do domu.

Po powrocie do domu i przekąszeniu czegoś wziąłem się za instalację "żyjącej skrzynki" :)

Duże, lekkie białe pudło wylądowało na biurku. Otwieram manuala, czytam: "Podłącz kabel telefoniczny i zasilacz do urządzenia". Sic. Miał stać na holu, a tam nie ma żadnego gniazdka. Mówi się trudno, będzie stał na parapecie w moim pokoju.

Przechodząc przez kolejne kroki w instrukcji doszedłem do końca. Około 30 minut, tak jak gdzieś słyszałem zajęło. Teraz pierwsza próba połączenia i... niepowodzenie. Włączam program konfiguracyjny, usługa "Połączenie internetowe" wyłączone - próbuje włączyć - "Sprawdź kabel pomiędzy bramką a gniazdkiem telefonicznym". Noż co jest?! Znajduje inny kabel telefoniczny, podłączem instaluje jeszcze raz. Dalej to samo.

Postanowił spróbować kablem USB, bo w taki sposób też można. Mija kolejne 30 minut, nic nie daje. Zacząłem o 14, dochodziła już 16:00. Musiałem niestety zrobić poważny krok - zainstalować Service Packa 2 na moim tygodniowym formacie...

Dowiedziałem się, że Sagem F@st 3202 - czyli nasz livebox - ma moduł Bluetooth, czyli chyba zaoszczędze na karcie Wi-Fi, bo takie coś posiadam :)

W końcu tepsa nie zapomniała o Linuxie - ale też tą kwestię trochę zaniedbała, bo opis instalacji jest tylko dla 2-óch dystrybucjii - Fedora Core 2 i Mandriva 2006 - ale lepszy rydz niż nic...

Pliki skończyły się kopiować, reboot... Zmieniony bootscreen, pojawiła się "Zapora systemu"... Ale nic, biorę się za instalację. 30 minut - i już wszystko działa.

Wnioski: więcej było zamieszania niż tego co ja chciałem - bezprzowodowego internetu, także jeżeli nie musisz brać - to nie bierz liveboxa, tylko normalny, zwykły modem.

P.S. Oczywiście trzeba było wcisnąć jakiś zbędny bajer - w ciemościach Sagem rozświetla logo naszego kochanego monopolisty - efekt można zobaczyć klikając na poniższy odnośnik:

http://livebox.tp.patrz.pl

Pozdrawiam!

Wpis otagowany jako: , 6 Komentarze