Telefon do kontroli, czyli SkyCash w praktyce
W okolicy wielu przystanków w Rzeszowie próżno szukać kiosku czy innego miejsca aby kupić bilet, a sytuacja jeszcze pogarsza się w weekendy, gdzie większość takich miejsc jest pozamykana - pozostaje wtedy kupowanie biletów u kierowcy, ale Rzeszów - reklamujące się jako stolica innowacji - postanowiło rozwiązać ten problem. Od 1 czerwca MPK w Rzeszowie poszło o krok do przodu i wprowadziło możliwość zakupu biletów za pomocą telefonu komórkowego, wykorzystując jedną z dwóch platform: SkyCash lub CallPay. Osobiście jakoś bardziej do gustu przypadł ten pierwszy sposób płacenia za bilety, więc to na nim się skupię i pokrótce opiszę, jak to działa.

Źródło: km-forum.com.pl
Najłatwiej i najszybciej rejestrację dokonać przez stronę SkyCash.com -- tam podajemy swój numer telefonu, imię i nazwisko, adres e-mail, hasło i PIN. Następnie musimy przelać jakąś kwotę na nasz skycashowe konto - inaczej nie będziemy mieli środków aby zapłacić za bilety. Potem już wystarczy w przeglądarce wklepać m.skycash.com, pobrać aplikację i już możemy korzystać z dobrodziejstwa mobilnych płatności.
Kupujemy bilet
Idziemy na przystanek, odpalamy aplikację, wybieramy odpowiedni bilet jaki chcemy kupić i czekamy na autobus. Gdy nadjedzie nasz środek komunikacji zaczynamy wypatrywanie numeru pojazdu -- będzie nam potrzebny do zakupu biletu. Jeżeli go przegapimy, to nic straconego -- wewnątrz znajdziemy nad kabiną kierowcy oraz z tyłu autobusu znajdziemy naklejkę z numerem pojazdu. Teraz wystarczy ją tylko wprowadzić do telefonu, potwierdzić PINem i już legalnie korzystamy z dobroci komunikacji zbiorowej.

Źródło: własne
A co z kontrolą?
Cóż, póki co z systemu korzystałem 3 razy i nie miałem okazji spotkać kontrolerów, więc nie mogę powiedzieć jak to wyglądało. Ale - zgodnie z instrukcją podaną na stronie, i z tym co można znaleźć w aplikacji - wystarczy tylko wybrać opcję Kontrolę biletów, wybrać ostatnio kupiony bilet i pokazać telefon osobie sprawdzającej bilety. Na wyświetlaczu pojawi się QRcode, a poniżej szczegóły zakupionego biletu. Ciekawe, czy kanary mają już takie czytniki do sprawdzania... ;]
Czy są minusy systemu? Moim zdaniem znalazłyby się - przede wszystkim, to kampania reklamowa oraz zainteresowanie takimi płatnościami. Muszę powiedzieć, że jest ono raczej malutkie... Kampania informacyjna o wprowadzeniu takich rodzajów płatności za przejazd MPK rozpoczęła się... 31 maja, konferencją prasową w Urzędzie Miasta. Moim zdaniem trochę za późno. Operatorzy (czyli SkyCash i CallPay) poprzyczepiali jeszcze naklejki informujące na przystankach i w autobusach i na tym się skończyło. Dziennie jest sprzedawanych około 120 biletów za pomocą SkyCash (jeżeli przyjąć, że numer kontrolny, który jest podawany w formie RZE 0000 XXXX, jest numerem sprzedanego biletu), a jeżeli chodzi o CallPay, to nie mam danych dotyczących sprzedaży biletów za ich pomocą. Na stronie MPK też na pierwszy rzut oka trudno znaleźć informację, dopiero po zjechaniu na dół strony zobaczymy stosowne bannery odsyłające do operatorów.

Źródło: własne
Kolejnym minusem są niespodziewane opłaty. Zaprosiłem znajomego do korzystania z systemu SkyCash przelewając mu drobną kwotę, to system pobrał mi dodatkową opłatę za oczekiwanie na rejestrację w systemie SkyCash znajomego. Możliwe, że jest to w regulaminie operatora, ale powinno to być wyraźniej wspomniane na stronie.
Tutaj kończą się moje uwagi co do SkyCash, ale pojawiły się też inne słowa krytyki dotyczące całego systemu - Marcin Kobiałka z rzeszowskiego oddziału Gazety narzeka, na kolejne koszty łączenia z Internetem. Nie potrafię się tutaj zgodzić z tym, co jest napisane w tym artykule. Nie wiem, czy pan Marcin zatrzymał się z cennikiem połączeń internetowych w telefonie w 2005 roku, gdzie rzeczywiście, było strach przez przypadek nacisnąć klawisz WAP na telefonie, ale obecnie pakiety internetowe, które znajdują się w ofercie każdego operatora komórkowego oferujące tani dostęp do Internetu, to uważam, że kilka dodatkowych groszy za oszczędzenie sobie czasu za bieganiem do kiosku, oraz innym pasażerom dzięki temu, że nie kupujemy u kierowcy biletu, jest bardziej korzystne. Fakt, trzeba trochę pobawić z rejestracją i uzupełnieniem konta poprzez przelewy, przez co ten rodzaj usługi nie jest kierowany do starszych osób, ale dla kogoś, kto codziennie nie korzysta z usług MPK i jest to bardzo dobre rozwiązanie. A jeżeli korzysta codziennie - to polecam kupić sobie wtedy bilet miesięczny.
Do następnego!
Rzeszów, pierwsze tygodnie
Od ponad miesiąca cisza na blogu, więc pora na trochę przemyśleń związanych z moją emigracją do Rzeszowa, o której wspominałem już jakiś czas temu.
Na początek - uczelnia, bo to największa zmiana.

Cieszyłem się, że udało mi się dostać na Politechnikę Rzeszowską, jednak rzeczywistość okazała się mniej różowa niż mi się wydawało. Po pierwszych dniach już wiedziałem, że ta uczelnia nie jest dla mnie - jakoś odniosłem wrażenie, że niektórzy wykładowcy z góry założyli, że wszyscy są po technikach informatycznych i powinni to wszystko wiedzieć. Poza tym, ilość studentów - 330 osób na jednym kierunku, to trochę za dużo. Po głowie chodziła mi nawet całkowita rezygnacja ze studiów i powrót na Wschód, ale z drugiej strony ciężko byłoby zaprzepaścić wakacyjne przygotowania i mieć praktycznie rok w plecy. Rodzina i znajomi przypomniała mi o tym, że dostałem się również na Uniwersytet Rzeszowski, na kierunek Edukacja Techniczno - Informatyczna. Nie zastanawiałem się zbyt długo i złożyłem podanie z prośbą o "dołączenie" mnie do I roku studiów stacjonarnych, po kilkudziesięciu dniach wyglądania listonosza i dzwonieniu do dziekanatu udało mi się otrzymać informację, że moje podanie zostało rozpatrzone pozytywnie i od ostatniego tygodnia października zacząłem uczęszczać na zajęcia, już jako student URz. Tak więc żegnaj Politechniko, witaj Uniwersytecie
Póki co, jestem zadowolony i czuję, że "trafiłem" w odpowiedni kierunek dla siebie. Póki co, trzeba nadrobić kilka ćwiczeń i doświadczeń z laboratorium, ale jakoś dam radę. Z resztą - o samym Uniwersytecie chyba poświęcę osobną notkę...
Miasto samo w sobie
Cóż, Rzeszów jest... spory? Fakt, nie dorównuje wielkością innym stolicom województw jak np. Poznaniowi czy Warszawie, jednak dla osoby, która spędziła większość czasu w mniejszych miastach i miasteczkach Rzeszów wydaje się być metropolią
Co więcej, stolica Podkarpacia cały czas się rozrasta - w mieście powstają kolejne budynki, praktycznie na większości głównych ulic widać pracujące dźwigi i kręcących się ludzi w strojach roboczych i kaskach. Mimo dużych robót, miasto jest bardzo schludne i czyste, dużą uwagę poświęca się terenom zielonym, żeby nie były bardzo zaśmiecone. Ponadto, tutaj się wydaje inna mentalność ludzi - ostatnio na przystanku zaczepiła mnie kobieta w średnim wieku, poprosiła o przeczytanie godziny odjazdu autobusu. Gdy jej powiedziałem, że autobus odjeżdża o tej i o tej godzinie, podziękowała i zaczęła opowiadać zaraz historię swojego życia, aż poczułem się trochę niezręcznie. Warto też dodać, że tutaj też już panują inne zwroty np. zamiast "idę na dwór" mówi się "idę na pole" (ten zwrot zawsze mi się kojarzył z Małopolską, a nie z Podkarpaciem) czy zamiast "zetrzeć (tablicę)" - "zmazać (tablicę)". Pewnie to kwestia przyzwyczajenia, ale na początku wydaje się to dziwne :]
Co do kultury, to w Rzeszowie się sporo dzieje - udało mi się zdobyć bilet na niedzielny koncert zespołu COMA, która gra w nowych aranżacjach, a i premiery filmowe nie mają nawet takiego dużego poślizgu. Kilka klubów studenckich, jeszcze więcej centr handlowych, zaczynając od Achuan (nazywany również jako oszołom), przez Galeria Graffica a na Tesco kończąc. Jeżeli chodzi o imprezy branżowne, to niestety ominął mnie październikowy xRAII, ale mam nadzieję, że na listopadowy uda mi się dostać ;]
Nic, tylko studiować...
Do następnego.
Witamy w Rzeszowie
Właśnie uciekł kolejny miesiąc wakacji, na który miałem masę planów, a niestety -- wszystko się pokrzyżowało (chociaż nie wiem czy to dobre słowo, w kontekście ostatnich wydarzeń) z rekrutacją na uczelnie. Zwlekałem trochę z wpisem o wynikach mojej rekrutacji, ponieważ czekałem na jeden list -- a konkretnie na ten list:

Tak, dostałem się na Politechnikę Rzeszowską, na kierunek informatyka -- tak więc już skończyłem naukę, od teraz studiuje.
Wspominając o rekrutacji, to muszę trochę ponarzekać na całym system przyjmowania nowych studentów. Przede wszystkim nie mogę zrozumieć rzeszowskich -- i nie tylko rzeszowskich -- uczelni. Dlaczego nie da się zrobić jednego terminu rekrutacji? Dlaczego Politechnice udało się przez 3 dni zadecydować, kto może u nich studiować a kto nie, a Uniwersytetowi Rzeszowskiemu potrzeba było na to aż 10 dni? Sprawdzali nas w Krajowym Rejestrze Karnym czy czasem nie mieliśmy jakiś przygód w czasach gimnazjum, czy co?
Może trochę przesadzam, ale sprawa wyglądała tak: do 9 lipca miałem czas na wypełnienie formularzy rejestracyjnych online oraz dokonania opłat rekrutacyjnych -- to było jeszcze w porządku. 12 lipca były wyniki na Politechnice i do 16 lipca miałem dostarczyć potwierdzenie chęci studiowania. Gdybym go nie dostarczył -- oznaczałoby to jednoznacznie, że nie chcę studiować na PRz i czekam na wyniki na URz, które są 19 lipca -- tydzień później. No i gdyby się okazało, że na Uniwersytet się nie dostałem, to niestety: nie mam gdzie studiować, zostaje mi II tura rekrutacji. A w niej już nie ma interesującej mnie informatyki... Gdyby wyniki były jednego dnia w jednej i drugiej szkole -- mógłbym dokonać jakiegoś wyboru.
Ale, wszystko wyszło na dobre -- wybrałem Politechnikę i jeszcze tego nie żałuję. Zobaczymy jak to będzie wyglądać w październiku.

A tak z innej beczki, Team PCinside znalazł sobie nową siedzibę w Rzeszowie, widok z okna powyżej. Pewnie osoby mieszkające w stolicy Podkarpacia zaraz się domyślą w jakiej dzielnicy znajduje się nasze lokum, ale póki co -- niech dla pozostałych pozostanie to zagadką.
Do następnego.
Ciekawostka: 19 lipca, już po podjęciu ostatecznej decyzji, dowiedziałem się, że dostałem się również na Uniwersytet Rzeszowski. A który byłem na liście -- najlepiej przemówi za mnie ten oto screenshot...
