michno bloguje
14gru/093

Dzienniki maturalne – preludium matur

Na początku listopada krążyły już jakieś informacje o próbnych maturach, ale jak to bywa w większości przypadków -- nie do końca potwierdzone. W między czasie skończył się pierwszy semestr, zaczęły się fakultety.

No właśnie, fakultety -- kiedyś ten zwrot kojarzył mi się z małą liczbą godzin, sporą liczbą okienek oraz z grupami w klasach po 10-15 osób. Z tego wszystkiego zgadza się tylko liczba godzin, które rzeczywiście zmniejszyła się tylko o kilka przedmiotów. Okienek nie mam, a o małych grupach uczniów można zapomnieć, z powodu kryzysu. Tak czy siak, praktycznie się nie odczuwa tych fakultetów.

Co tu dużo mówić -- pogłoski jednak okazały się prawdą. Humaniści wpadli w panikę w związku z matematyką, biolmed nie ma czasu na panikę i cały czas się uczy, a my -- ludzie z matinfu, baliśmy się tylko rozszerzonej matematyki. A reszta, co ma być to będzie.
Tłum tegorocznych maturzystów czeka na wpuszczenie do sal

Zaczynamy pisanie

Tygodniowy maraton zaczął się we wtorek od polskiego, i tego dnia nauczyłem się, że w Zamościu też mogą się tworzyć korki, szczególnie na bocznych uliczkach, którymi wszyscy jadą "bo tamtędy na pewno nikt nie pojedzie". Tak więc zdążyłem wejść do sali na styk, a komisja miała wątpliwości, czy mnie dopuścić do pisania. Ale, udało się -- dostałem arkusz i zacząłem pisać moją maturę.
Polski nie wydawał się trudny -- jak to zawsze bywa, praca oparta na jednym tekście czyli czytanie ze zrozumieniem, a druga -- wypracowanie. Niestety, moja praca "oparta na własnej znajomości treści lektury" skończyła się na pracy na podanych fragmentach. Stworzenie jakiejś treści na dwie strony i oddanie bez czytania ( w sumie, nigdy nie czytam tego co napisałem na wypracowaniu - moim zdaniem pierwsza myśl jest zawsze najlepsza ).
Środę mieliśmy wyjątkowo wolną, ciekawiej zrobiło się w czwartek - a dokładniej na angielskim.
Cóż, w mojej szkole sprawa wygląda tak, że na korytarzach mamy zamontowane głośniki, z których dwa razy dziennie leci jakaś muzyka (najczęściej "hity z Eski") -- tak więc matura z angielskiego jest puszczana przez szkolny radiowęzeł. Niestety, musi być jedno ale -- głośniki czasem nie wyrabiają, a dodając do tego nazbyt wyraźną mowę lektorów, może być nieciekawie. Osobiście miałem szczęście siedzieć blisko głośników, więc wszystko usłyszałem. Podstawa nie stanowiła dla mnie problemów, wyszedłem bodajże jako trzecia osoba z sali.
W piątek natomiast było jeszcze lepiej -- pisałem dwie matury pod rząd i dzięki temu wiem, jak prawdopodobnie będzie wyglądać 5 maja. Z rana przez prawie 3 godziny męczyliśmy się z matematyką rozszerzoną, no i przy nie których zadaniach mieliśmy zagadkę, która została do tej pory nierozwiązana, albo wymagała pisania drobnym maczkiem w całym dostępnym miejscu, żeby to rozwiązać. Po rozwiązanej matmie -- 20 minut przerwy żeby coś przegryźć i przechodzimy do pisania WOS-u. No i tu była dla mnie nowość, bo przyznam szczerze, pierwszy raz w życiu rozwiązywałem jakikolwiek arkusz maturalny z WOS-u. Posiedziałem, napisałem co wiedziałem i wyszedłem jako jeden z pierwszych z sali.
Wybrane arkusze maturalne

Wyniki

Jesteście ciekawi jak mi poszło? Już wyjaśniam: przed próbnymi maturami wcale nie zaglądałem do książek, poszedłem "na beton". Język polski podst. na 60%, Matematyka podst. na 80%, rozszerzona na 44%, Angielski podst. na 90% i WOS rozszerzony na 56%.
Najbardziej jestem zadowolony z tego, czego najbardziej się baliśmy - czyli rozszerzonej matmy, co więcej - poszło mi lepiej niż w latach poprzednich. Mam nadzieję, że na właściwiej będzie z 50% ;]

Co więcej...

JABOL nie upadł - nowa wersja strony, jak i nowy skin pod nazwą kodową "Fajrant" wyjdzie jeszcze przed świętami -- teraz będzie trochę wolnego. Na dniach planuje jeszcze video-recenzję mojego nowego telefonu LG GT500, tak więc kolejna notka będzie bardzo szybko.

Do następnego!

Wpis w kategorii: Liceum, Matura 3 Komentarze
29paź/092

Dzienniki maturalne – pierwszy semestr

Dzisiaj będzie wyjątkowo szkolnie, wręcz maturalnie.
No właśnie -- uciekł już pierwszy semestr liceum. Jeszcze zostały dwa, przez które prawdopodobnie będzie więcej zakuwania niż normalnie. Zakończą się przedmioty, które mi nie będą już więcej potrzebne (żegnajcie geografio, historio, fizyko, języku niemiecki...). Jednak, przygotowania do matury zaczęły się już we wrześniu, ale nie od zakuwania, a od kartki A4.
Matura - deklaracja

Deklaracje, ważna rzecz

Do końca pierwszego miesiąca nauki jako tegoroczni maturzyści musieliśmy wypełnić deklarację maturalne -- jedna kartka, której jeżeli nie dostarczysz do sekretariatu, to nie zdajesz matury. Proste?

Jednak, oddanie nieszczęsnych deklaracji maturalnych do wyżej podanego terminu jest niezbyt dobre. Dlaczego? Jako jeden z przykładów mogę powiedzieć, że do 30 września jeszcze nie wiemy co będziemy zdawać, ponieważ uczelnie nie zakończyły rekrutacji na rok obecny -- a więc tym bardziej nie mają w głowie planów rekrutacyjnych na przyszyły rok. Fakt, zasady rekrutacji raczej nie zmieniają się od lat i kryteria przyjęć pozostają te same -- ale, jako że na naszym roczniku lubią eksperymentować, to my w tym roku mamy obowiązkową maturę z matematyki, która nota bene może być uwzględniana do rekrutacji na niektóre uczelnie. Co najmniej tak myślimy.
Ale, każdy medal ma dwie strony. Teoretycznie uczelnie, dbając o kolejne falę studentów, powinno zamieszczać jakieś informacje dla rekrutów na następny rok. Podczas przeglądania serwisów rekrutacyjnych kilku uczelni, które mam na oku, jedynie na jednej znalazłem informacje o rekrutacji na rok 2010/2011. Jedyną szansą są informatory, które są wydawane przez niektóre wydawnictwa <reklama>(polecam infortmator Akademickiej Oficyny Wydawniczej)</reklama> -- tam znajdują się informacje o przedmiotach, jakie trzeba zdawać by dostać się na wybrane kierunki.

Oczywiście, ostateczne deklaracje zostaną wklepane do systemu OBIEG na początku ferii zimowych. więc można jeszcze zmieniać co się chce zdawać i na jakim poziomie do 7 lutego -- ale przyznajcie się, komu ze chce się latać i zmieniać wpisy w deklaracjach?
Matura - informator

Co planuję zdawać

Z przedmiotów, które wybrałem do dodatkowego zaliczenia na maturze to matematyka (żeby było zgodnie z profilem) i wiedzę o społeczeństwie -- oczywiście obydwa przedmioty na poziomie rozszerzonym. Jak szaleć, to szaleć -- maturę skończę pisać w ciągu pierwszego tygodnia.
Możecie zapytać, na jaki kierunek się wybieram -- wiadomo, coś z informatyką: programowanie, ewentualnie grafika komputerowa -- oba kierunki w Rzeszowie. No i zostaje jeszcze informatyka i na specjalność nauczycielską. Tak, tak -- doszedłem do wniosku, że trzeba będzie zabrać sprawy w swoje ręce i uczyć przyszłe pokolenia Polaków dobrych nawyków w Sieci od samego początku kontaktu z komputerem :D

Wszystko się zobaczy po pierwszej próbnej maturze z matmy -- a ta już 3 listopada. Humaniści się trzęsą ze starchu, my nie bardzo ;-) Chociaż, znając nasze szczęście, to my jako rozszerzony profil, zaczniemy szukać jakiś haczyków w zadaniach, bo wydadzą się nam one za proste.

PS Restart wszystkich projektów sieciowych już w listopadzie (szczególnie JABOLa).

Do następnego!

Wpis w kategorii: Liceum, Matura 2 Komentarze
18maj/090

Geek w Wielkopolsce – podsumowanie

Minęło już równo miesiąc od mojego wyjazdu na tereny Poznania i okolic. I muszę przyznać, że Wielkopolska to fajny region -- jadąc pomiędzy miastami krajobrazy wydawały mi się znajome, bo praktycznie dookoła pola, może mniej lasów, ale za to strasznie duuużo jezior i jezioreczek. Tak więc jest pewnie gdzie popływać w lecie, o ile woda nie jest zanieczyszczona jakimiś chemikaliami czy czymś. Nie wiem, nie znam stanu czystości jezior w tamtych teranach. Bądź co bądź -- krajobrazy pierwsza klasa.
Jezioro Lednickie
Jeżeli chodzi o sam Poznań, bo głównie dla tego miasta zapisałem się na ten wyjazd -- wiadomo: BarCamp, Targi Poznańskie... -- to bardzo przypadł mi do gustu. Naprawdę duże miasto, jest gdzie wyjść, chociażby w odrębie samej Starówki jest parę ciekawych miejsc do których z chęcią jeszcze raz zajrzał. A jeżeli nawet nie na Starówce, to pewnie i poza nią. Poznań ma co zaoferować, i reklamy nie kłamią ;] Chętnie jeszcze raz odwiedzę te rejony, ale już nie wycieczką autokarową, i nie z grupą 40-osobową. No i przede wszystkim na kilka dni, a nie na 1 dzień. Bo jak to powiedział pan przewodnik, "Jeden dzień na Poznań to za mało." Kto wie, czy czasem nie zrobie "małego" kółka dookoła Polski. Ale to może za rok, po maturze -- na razie powolutku układam plan w głowie ;P
Rynek w Poznaniu
Wypad był bardziej nastawiony pod kątem zwiedzania kościołów niż muzeów (bo za wejście do kościołów nie trzeba płacić, a czasami warto zobaczyć niektóre rzeczy). Ze wszystkich kościołów najbardziej zaimponował mi Licheń -- swoją wielkością, przepychem i... bezcelowością? Dalej nie rozumiem, po co budować coś takiego wielkiego na takim pustkowiu...
Dla lansu?

Do następnego!

Wpis w kategorii: Geek w..., Liceum Brak komentarzy
9maj/091

Geek w Wielkopolsce – dzień czwarty

Uff, przepraszam za przerwanie cyklu. Jakoś nadszedł długi weekend i nie miałem czasu na podsumowanie wypadu do Wielkopolski. Tak więc...

Dzień czwarty - Kalisz

Pobudka wcześnie rano, śniadanie i dość rygorystycznie sprawdzenie pokoju - czy są jakieś zniszczenia, zadrapania itp. Nasz pokój przeszedł kontrolę pomyślnie, więc szybka ewakuacja do autobusu i w trasę.

Na początku mieiliśmy zwiedzać pałac w Rogalinie -- jednak po przyjeździe okazało się, że obiekt jest wyłączony ze zwiedzania, ponieważ jest w remoncie. Z tego wszystkiego zobaczyliśmy stare dęby i ogrody francuskie (które jakoś mnie nie zachwyciły -- po prostu parę krzaczków ustawionych symetrycznie). Całe zwiedzanie trwało ok. 15 minut.
Zamek w KórnikuKolejny przystanek -- zamek w Kórniku. Wjazd na dość zniszczony parking, wysiadka i idziemy zwiedzać. Przy wejściu zakładanie gustownych klapeczek i praktycznie z góry informacja, żeby nie robić zdjęć, albo wykupić haracz w postaci 10zł :S
Na zamku najbardziej podobała mi się zbrojownia -- dużo różnych mieczy, noży itp. rzeczy z różnych części świata. Poza bronią w oko wpadły mi pamiątki z wyprawy do Australii i Oceanii jednego z właścicieli zamku. Poza tymi eksponatami, moim zdaniem na kórnickim zamku już nie ma czego oglądać. Ale to moje zdanie młodego człowieka :P

Po Kórniku przyszła kolej na Kalisz -- ostatnie miasto które zostało do zwiedzenia. Na początku jednak zamiast zwiedziać samo miasto, pojechaliśmy do starej dzielnicy, gdzie zrekostruowano prawdopodobny wygląd pierwszej osady w Polsce - łącznie fundamentami kościoła, bramą podobną do biskupińskiej czy fosą. Oczywiście, wszystko dofinansowane z Unii Europejskiej, co było jakoś bardzo widać. No, i oczywiście znowu zechciano z nas zedrzeć 15zł za zezwolenie na robienie zdjęć, ale według mnie zdzieranie za robienie zdjęć obiektu, który jest na wolnej przestrzeni, to trochę bezsens.

Po zwiedzaniu zrekonstruowanego Kalisza, pora na właściwy -- a tutaj już można było co oglądać. Szczególnie, jeżeli wszystko zostało odbudowane praktycznie od zera po I WŚ.
Oczywiście, nie wszystko zostało zniszczone, np. Kościół św. Mikołaja ocalał, a w środku -- malowidła na ścianach, a szczególnie pomalowany w gwiazdy sufit. Nie jest jakaś to piękność, ale mi taki sufit się spodobał :D W samym kościele nie byliśmy długo, musieliśmy ruszać dalej.
Kolejny przystanek - kaliski rynek, wielkością podobny do zamojskiego, no może ciut większy. Ale liczba uliczek dookoła rynku o wiele większa, czego nie można powiedzieć o Zamościu, gdzie mamy raptem kilka ulic. Po Rynku odwiedziliśmy kościół św. Józefa, który ma dość sporą sławę. W nim cudowny obraz św. Rodziny, do którego przyjeżdzają pielgrzymki z całej Polski. Mnie najbardziej ujęła kaplica pod kościołem, w której znajduje się mini-muzeum, w którym znajdziemy pamiątki ofiarowanych przez księży więzionych w hitlerowskich obozach koncentracyjnych. Po prostu, będą w Kaliszu trzeba zobaczyć.
W samym kościele nie mogliśmy dłużej przebywać, ponieważ -- była sobota, a to wiadomo, dzień ślubów.
Ostatnią rzeczą którą zobaczyliśmy w Kaliszu to jedyny w Polsce Pomnik Książki -- na pamiątkę pozbycia się księgozbioru z biblioteki kaliskiej podczas wojny. Bo często nie doceniamy zwykłej książki ;]
Co mnie zdziwiło w Kaliszu? Przystanki komunikacji miejskiej co 200 metrów :D

Piotrków TrybunalskiOstatnie miejsce w którym się zatrzymaliśmy to Piotrków Trybunalski i obowiązkowe zaliczenia Maca. No, ale mieliśmy pecha i restauracja była w remoncie, działał tylko McDrive. A czego to nie zrobią głodni licealiści... :D
W tym momencie chciałbym pozdrowić tą panią z okienka, która jak zobaczyła grupę 40-osobową to się załama. Ale, oszczędziliśmy jej kłopotu, wsiedliśmy w autokar i znaleźliśmy inną restaurację pod Piotrkowem. Po posileniu się ruszyliśmy już prosto do Zamościa...

Podsumowanie: w następnym wpisie.

Wpis w kategorii: Geek w..., Liceum 1 komentarz