Witamy w 3LO

Ranek. Budzi mnie zgrzytanie starej wieży hi-fi i rozpoczynają się wiadomości. To znak, aby wywlec się z łóżka i przygotować się do szkoły. Niestety.
Już ubrany w garniaka udaję się w stronę dworca PKS. Tam już z daleka widzę znajome twarze osób, które chodziły ze mną do klasy w gimnazjum. Też czekają na ten sam autobus, bo wszyscy korzystają z usług jednego przewoźnika. W międzyczasie krótka dyskusja jak komu minęły wakacje. Po chwili podjeżdża autobus relacji Radecznica - Zamość. Wsiadamy. Wszystkie miejsca siedzące pozajmowane, pozostaje nam stać. Trzeba będzie się przyzwyczaić...
Na każdym przystanku dosiada się kolejna grupka osób. Robi się ciasno, zaraz wjeżdżamy do Zamościa. Przy pierwszym przystanku kilka osób, na następnym przy 1LO też sporo. Następny przystanek to Stary Szpital, czyli mój. Wysiada kilku znajomych i przez tereny szpitala kierujemy się w stronę dużego budynku LO.
Zaraz przed wejściem widać już osoby "ubrane na galowo". Dyskusje trwają, a za drzwiami już widzę znajome twarze z mojego starego gimnazjum. Do 3LO ze Szczebrzeszyna wybrało się 9 8 osób - reszta dostała się do innych szkół.
Czasu mieliśmy sporo, bo dopiero o godzinie 9:00 miało odbyć się zebranie w klasach, a z autobusu wysiedliśmy o 8:30. Rozpoczęła się gadka kto na jaki profil, ogólnie o szkole. A że w dobrym towarzystwie czas szybko leci, trzeba było się udać w stronę sali 23, gdzie miała się odbyć pogadanka z wychowawcą.
Po wejściu do klasy oczywiście przywitanie, potem przeczytanie wstępnej listy uczniów (ech, "Michniewicz Mateusz" :S ) no i plan lekcji, gdzie będę miał dwa razy po 8 godzin, ale za to nie będzie geografii i dwa razy pojadę do szkoły trochę później, bo mam na dziewiątą. Już po podaniu planu, poproszono klasę 1i na apel. No i ruszyliśmy na piętro w celu ustawienia się i wysłuchania przemówienia dyrekcji. Podczas tego przemówienia jak na złość komuś zaczął dzwonić telefon z MIDI-kiem piosenki Kultu: "Gdy nie ma dzieci". I tak przez większość czasu, ale zachowano spokój - nikt nie zwrócił nikomu uwagi. Po apelu, który już się dowiedzieliśmy był jedynym takim (tzn. tylko pierwsze klasy mają uroczysty apel - drugie i trzecie tylko spotkanie z wychowawcami) poszliśmy zwiedzać szkołę. Numermacja sal jest trochę dziwna - są sale K2 (komputerowa), 02 [zero - dwa (w piwnicy)]. Nawet nasza wychowawczyni i inni nauczyciele mają kłopoty z salami. Ale - trzeba bedzie się przyzwyczaić, jak do wszystkiego. Już po zwiedzeniu szkoły był czas na pytania a potem do sekretariatu całą klasą po odbiór legitymacji. Dostatliśmy z góry uprzedzeni, żeby jej nie zgubić/pożyczyć/zjeść itp. bo o wtórnik nie jest tak łatwo. Po wydaniu legitymacji ruszyłem w stronę wyjścia. No i wreszcie mogłem zdjąć krawat...
Zobaczymy co będzie jutro - ale i tak nieuchronnie trzeba będzie wstać o 6:00, znowu słuchając zgrzytania starej wieży hi-fi i wiadomości Radia Zet...
[aktualizacja wpisu - 11 wrzesień]
Po pierwszym tygodniu można przyznać, że nawet dobrze - klasa 37 osobowa bodajże, z ludzmi da się dogadać - czy to z klasy, czy też od starszych uczniów. W moje życie powoli wchodzi rutyna - wstać, wyczekać na autobus, dojechać i czegoś się nauczyć i na końcu - wrócić do domu. Mimo, że jestem sam w klasie ze Sz-yna,to nie jest aż tak źle niż myślałem. Gorzej będzie z przepisaniem tematów jak mnie jakaś grypa dobierze, bo osoba do której mam najbliżej mieszka w Zamościu ;P.
Tak więc jak ja to mówię - przeżyjemy i aby do weekendu... ;]
