Bankomatowa Afera
Już wyjaśniam.
Od dwóch lat jestem szczęśliwym posiadaczem konta w PKO BP. Dzisiaj coś mnie "tknęło" i postanowiłem zajrzeć do księgarni na Rynku Wielkim z Zamościu, no i przy okazji zainwestować w doładowanie Heyah. Niestety, w portfelu pustka, ale od czego ma się ukochany kawałek plastiku. Więc swoje piersze kroki skierowałem w stronę bankomatu (który kiedyś został znaleziony przez przypadek - znajduję się W budynku, a nie jak myślałem - gdzieś na zewnątrz w ścianie). Wchodzę - kolejka. W sumie się nie zdzwiłem, do następnego trzeba iść dość spory kawałeczek. Stoję sobie kulturalnie, czekam. Nagle na ułamek sekundy zgasło światło, potem wszystko wróciło do normy. - Zdawało mi się - pomyślałem. Jednak to był zanik prądu. Nieszczęsna maszyna się zresetowała...
Trochę śmiesznie wygląda ekran startowy Windowsa XP na ekranie bankomatu :> Udało mi się nawet zrobić zdjęcie, ale to już podczas uruchamiania się jakiegoś procesu:

No i dostałem informację, że prawdopodobnie bankomat będzie się uruchamiał ok. 20 minut. "Spoko" - przeszło mi przez myśl. Wyszedłem z budynku i udałem się w stronę księgarni, z nadzieją, że mają tam terminal.
Nie myliłem się. Można było płacić kartą. Wybrałem dwie książki, podszedłem do kasy, wszystko przebiega elegancko, aż do wyświetlenia się komunikatu z terminala:
TRANSFER ANULOWANY
Ja się zdzwiłem i to dość bardzo, kasjerka miała problem, bo już wbiła do komputera rachunek. Wyszła dość niezręczna sytuacja...
Poprosiłem aby zaczekała chwilę, że skoczę do bankomatu i wypłacę gotówkę. Wróciłem ponownie do budynku z bankomatem PKO BP. Terminal już działał, ponownie ustawiłem się w kolejce. Wyczekałem się, trochę pogadałem z ludźmi którzy również czekali na swoją kolej. Nareszcie, doczekałem się. Wstukuję PIN, kwotę i... błąd. Jeszcze raz - znowu to samo. Ech, poddałem się. Musiałem z powrotem wrócić do księgarni i przeprosić za zaistniałą sytuację.
Kasjerka nie była za bardzo zadowolona. Powiedziała, że da się anulować ten rachunek. Przeprosiłem raz jeszcze, podziękowałem i wyszedłem. Zacząłem iść w stronę przystanku. Nagle przypomniałem sobie o durnym doładowaniu. Postanowiłem nie wracać już do pechowego terminala przy ulicy Kołątaja, tylko pójść trochę dalej, do bankomatu innego banku. Tam NARESZCIE udało mi się wypłacić 20zł i zakupić doładowanie. Za książkami postanowiłem pojechać jutro, już z gotówką portfelu.
Do tej pory zastanawiam się, dlaczego nie pobrało środków z konta w księgarni. Czy to błąd systemu PKO, terminala czy mój? Nie wiem, ale przekonałem się, że lepiej płacić gotówką niż kartą...
Do następnego.
Tydzień 47
Daję znać, że żyje. Dziś krótko, co było i co będzie.
Miniony tydzień w szkole minął nawet dobrze - 3-cim klasom zaczęły się fakultety, trochę się plan pozmieniał. "Trochę" to znaczy zamiana miejscami dwóch lekcji. Tyle zmian mam w planie. Może to i lepiej, bo jakoś nie chciałbym mieć 8 lekcji w piątek. Co najmniej jeszcze nie teraz, w drugim półroczu to już będzie kwestia przyzwyczajenia, tak samo jak do wstawania o 6 rano itp.
Poza szkołą? Normalnie, mija dzień za dniem. W sieci nudy, sprawdzenie RSS-ów (tak, zacząłem używać tego dobrodziejstwa) trwa godzinkę, potem trzeba za lekcje się zabrać. Może po prostu sieć stała się nudna, albo ja źle szukam?
Ostatnio zauważyłem, że kilka stron (i nie tylko) ma problemy z serwerami. Nasza-klasa.pl siada conajmniej kilka razy dziennie, podobnie było z naszym ukochanym (sic!) polskim komunikatorem. Oba serwisy dzielnie informują, że to wina serwerów...
No dobra, a co będzie? Uff, w tym tygodniu aby wtorek (czyli jutro) przeżyć. Potem aby do weekendu. I jeszcze tylko 24 dni szkolne i będzie 1,5 tygodniowy luz...
Wpis chaotycznie napisany, o wszystkim i o niczym. Tak, wiem o tym. Ale - jak to mówią w szkole - "Trudno, cóż robić?"
Do następnego.
Tydzień 46
No i zaczęło się od początku. Tak, znowu poniedziałek. Chyba zacznę nienawidzić rutynę :S
Siedzę sobie właśnie nad angielskim i postanowiłem coś napisać. Cokolwiek, podzielić się tym ze światem. Z resztą chyba do czegoś takiego zostały stworzone blogi, no nie?
Miniony tydzień minął tak jak pisałem. 4 sprawdziany, jedna niezapowiedziana kartkówka o której wiedzieliśmy od innych klas, pytanie się nie trafiło. Ale trzeba będzie przysiąść jutro i poczytać coś z tej historii, cały czas udaje mi się być nie pytanym. Wolę nie kusić losu... W porównaniu z minionym tygodniem to 46 tydzień roku zapowiada się leciutko. Jeden sprawdzian i kartkówka, co to jest dla ucznia takiego liceum jak "trójka" ?
Jak już wałkować temat szkoły, to do końca. Pracuję nad stroną klasową, na dniach powinienem skończyć wstępny design, a w sobote zrobię "maraton kodowania" - czyli 12h przed edytorem, manualem PHP i czytaniem porad od ludzi z kanału IRC. Ech, lubię życie informatyka.
Jak już przeszedłem do tematu przyszłego zawodu... Mam razem z kolegą mamy mały dylemat. Czy warto pisać maturę z informatyki? Przeglądam arkusze maturalne z ubiegłego roku, niektóre rzeczy są proste, o niektórych pierwszy raz słyszę. Może przez te następne 2 lata się czegoś więcej nauczę i podejmę decyzję o zdawaniu tego przedmiotu? Zobaczymy, narazie aby do przerwy świątecznej (w sumie to już czuć atmosferę świąt - spadł już pierwszy śnieg, a w TV zaczęły się reklamy zabawek). Czyli za 29 dni ;]
Do następnego.
PS. No i oczywiście coś dla fanów Jabbera i alternatywnych komunikatorów, zrzut z dzisiejszego dnia:

Powrót do rutyny
Minęły 4 dni błogiego lenistwa, odpoczynku od szkoły i od nauki. Z moich obliczeń wynika, że następna taka okazja wypada dopiero w grudniu, z okazji Świąt Bożego Narodzenia, czyli dokładnie za 35 dni szkolnych... Powrót do rutyny - wstań, pojedź, naucz się czegoś, wróć, naucz się, idź spać.
Można powiedzieć, że czas strasznie szybko zleciał. Zaczął się już listopad, minęła 1/5 roku szkolnego, doszedł kolejny link do archiwum. Kurde, pierwszy raz robie coś, co trwa więcej niż rok. Blogowanie wciąga. Nie wiem dlaczego, ale lubię pisać - może powienem iść na dziennikarstwo? Nie, lepiej nie. Za dużo błędów stylistycznych tworzę. Wolę kodować. A propo's kodowania - korzystając z tych wolnych dni "liznąłem" trochę kursu PHP na pl.wikibooks.org. Powoli zaczynam kojarzyć, o co w tym wszystkim chodzi.
Ale narazie nie mam czasu na PHP. Od jutra będzie ciężko - 4 sprawdziany + konkurs z matematyki + niespodziewana kartkówka. Z tego wynika, że z komputerem pożegnam się na parę dni. I tak do piątku. ABY do piątku.
Do następnego.
