Geek w Wielkopolsce, dzień trzeci
Dzień trzeci -- Poznań
Kolejna pobudka o 6:30 przez licheńskie dzwony. Potem śniadanie, szybko spakować torby do autokaru i jedziemy w trasę. Mieliśmy nawet przyjemność przejechać się autostradą, co już było wielkim wydarzeniem jak na polskie warunki drogowe :]
Po dojechaniu do Poznania pierwszym przystankiem była Katedra. No i tutaj pan przewodnik powiedział, że początki państwa polskiego były właśnie w Poznaniu, a nie -- jak do tej pory byłem nauczony -- w Gnieźnie. Tak więc ten fakt trochę mnie zdziwił i zmienił podejście do historii naszego kraju.
No nic, w samej katedrze, a dokładniej w jej podziemiach zobaczyliśmy fragmenty pierwszej katedry oraz część misy chrzcielnej, gdzie prawdopodobnie tam narodziły się początki chrześcijaństwa w Polsce.
Poza podziemiami w Katedrze znajduje się Złota Kaplica -- miejsce w połowie ufundowane przez hr. Raczyńskiego, który bardzo wpłyną na rozkwit Poznania. Kaplica jest zamknięta do zwiedzania, ale przez kraty można ujrzeć jak dokładnie jest wykończona (złocenia i te sprawy).
Kolejnym miejscem była poznańska starówka, i mieliśmy szczęście zobaczyć słynne koziołki
Potem przejście do Fary (Kościoła Jezuitów na Starówce) -- a tam było na co popatrzeć. Styl typowo barokowy, wszędzie drobne detale i kolumny marmuro-podobne, które nic nie potrzymują. Drugi kościół który mnie zachwycił po Bazylice w Licheniu. Potem to już czas wolny.
Co mnie zdziwiło w Poznaniu: restauracja Feniks, ale wyglądała jak Sphinx -- te same lampy, stroje obsługi czy menu. Może to jest tak jak z ziemniakami: tam pyry, tu kartofle a chodzi o to samo? ;]
Minął czas wolny, więc ruszyliśmy dalej na poznawania Poznania -- wejście na byłe tereny zamku, potem już przejście przez odbudowane baszty na obrzeżach starówki i prosto do autokaru.
Ostatnim miejscem które odwiedziliśmy w stolicy Wielkopolski to Centrum Handlowe Plaza -- a w nim kino Orange iMAX. Mieliśmy okazję zobaczyć film "Morskie stwory 3D". Tak, brzmi jak nazwa horroru klasy B, ale to miał być film raczej edukacyjny i miał za zadanie pokazać działanie systemu 3D. Jeżeli chodzi o fabułę, doszliśmy do wniosku że to był raczej dramat psychologiczny niż "ładna historia o rybce Dolly sprzed tysięcy lat". Ale efekty -- pierwsza klasa ;]
Na nocleg w Poznaniu pojechaliśmy do schroniska młodzieżowego. Niestety, ale jak zostaliśmy zapoznani z regulaminem, to doszedłem do wniosku, że dość "trudna" młodzież tu nocuje. Ale za to zdobyliśmy hasło do WiFi, więc dało się przeżyć
Ostatnia część jutro. No, i może jeszcze jeden dodatkowy wpis.
Geek w Wielkopolsce, dzień drugi
Kontynuując...
Dzień drugi -- Biskupin i Gniezno
O 6:30 mieliśmy niezłą pobudkę, a dokładniej polifoniczną melodyjkę z dzwonów umieszczonych w Bazylice Licheńskiej. Szybko zbiórka na śniadanie i wyjazd w trasę.
W autobusie jak w autobusie -- wszyscy słuchawki na uszach albo zaczytani w książkach. Jedyną rozrywką dla wielu osób były karty i gra w Durnia.
No nic, dojeżdżamy do Gniezna, wszyscy gotowi do wysiadania i nieco zaskoczenie -> zabraliśmy pana przewodnika i dalej pojechaliśmy w stroną Biskupina.
Nie chcę nic mówić, ale od dawna marzyłem żeby zobaczyć Biskupin. Jeden z najstarszych grodów odnaleziony i zrekonstruowany, nagrywano w nim Starą Baśn Hoffmana... wiadomo, trzeba zobaczyć.
Na początku dowiedzieliśmy się, że zabranie jednej słomki z dachu równało się z uszczupleniem portfela o 100zł. No i kolejna wiadomość -- na terenie muzeum wolno robić zdjęcia, ale tylko dla użytku prywatnego. Wszelkie umieszczanie ich w pracach, referatach czy w Internecie jest zabronione bez zgody Dyrekcji Muzeum. Tak więc żadnych fot z tego miejsca nie zobaczycie.
Sam gród ogólnie wydawał mi się bardzo duży, no i trochę się przeliczyłem -- raptem dwa rzędy części mieszkalnej i brama, którą każdy widział na gdzieś zdjęciach. Ale ciekawszą wystawę można było zobaczyć w części nie-odbudowanej, tylko w osobnym budynku gdzie mieściła się dyrekcja. Była to wystawa kultury japońskiej -> informacje o Japonii, a nawet można było zobaczyć rekonstrukcje typowego japońskiego pokoju. Tak więc w Biskupinie nie tylko polsko, ale i światowo!
Kolejnym miejscem były Pola Lednickie -- kto nie kojarzy, powiem że chodzi o Bramę-Rybę. Pole jak pole, duże to i wszędzie trawa :] Ale, miejsce dla młodzieży to ważne miejsce spotkań. No i oczywiście zaraz obok powstaje całkiem spore Centrum Pielgrzyma. Czy jakoś tak.
Miejsce, które odwiedziliśmy po Polach Lednickich był Ostrów Lednicki - letnia rezydencja Mieszka I-szego. Poza samymymi ruinami kościółka ciekawostką było to, że w kretowiskach, które napotykaliśmy dookoła można było znaleźć fragmenty glinianch mis, a te fragmenty można było zabrać ze sobą. Ot, taka pamiątka :]
Niestety, minusem było to, że prócz glinanych misek można było znaleźć kości przodków, co nie było zbyt ciekawe. Ja niestety nie miałem szczęścia i co raz to znajdywałem właśnie fragmenty piszczeli współtowarzyszy króla, a te trzeba było zostawiać -- co jest w miare logicznie, z moralnego punktu widzenia.
Po Ostrowie i rezydencji króla ruszyliśmy w kierunku Gniezna, aby zobaczyć Katedrę. I tu muszę przyznać, że ten obiekt jest imponujący -- zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz. W środku wiadomo, warto zobaczyć Drzwi Gnieźnieńskie oraz Złotą Kaplicę. Poza zabytkami, można dostrzec jak bardzo technika weszła w życie. Jeżeli chcieliśmy doświetlić sobie ołtarz, wystarczyło wrzucić monetę aby reflektory włączyły się odpowiednio na 2 minuty = 2zł, 5 minut = 5zł itp. "Wot technika", jakby to Rusek powiedział ;]
Oczywiście dostaliśmy czas wolny na gnieźnińskim rynku, gdzie wykorzystaliśmy na zjedzenie kebaba i powrót do Lichenia.
Wieczorem w Licheniu, zamiast nie siedzieć bezczynnie w pokoju poszliśmy zobaczyć bazylikę. I muszę powiedzieć, że "szczena opada" -- po wejściu do środka poczułem się taki... mały? Naprawdę, wielki budynek i przepełniony zdobieniami, detalami, złotopodobnym materiałem itp. Szczerz muszę powiedzieć, że sporo kasy na to poszło. A najbardziej ironiczne jest to, że taka wielka bazylika stoi prawie na pustkowiu
Część 3 już jutro!
Geek w Wielkopolsce, dzień pierwszy
Zapowiadają się 4 krótkie wpisy, tak więc moją relację z wyjazdu na tereny Wielkopolski będziecie mogli poczytać przez najbliższe 4 dni -- tak, żeby od razu nie wyszedł olbrzymi wpis
Wycieczka była nastawiona pod kątem historycznym, co dla osoby z mat-infu może się wydać niezbyt ciekawa, ale - tak nie było. No, może parę razy
Dzień pierwszy -- Warszawa i Włocławek.
Muszę szczerze powiedzieć, że przejechać przez Warszawę w godzinach porannych jest tak średnio -- ruch jest duży, ale w miarę sprawie da się przejechać przez stolicę. Wiadomo, inaczej się odczuwa jazdę siedząc w fotelu a inaczej kierując autobus wycieczkowy
Pierwszym miejscem był Kościół św. Stanisława Kostki na Żoliborzu, miejsce w którym znajduje się grób ks. Jerzego Popiełuszki. Miejsce -- symbol dla Polaków, jednak nie mieliśmy okazji dłużej zostać w Warszawie, ponieważ czas nas gonił, a do odwiedzenia mieliśmy jeszcze Włocławek.
No właśnie, a czym uraczył mnie Włocławek? Hmm... Jakoś niczym szczególnym. Fakt, ma imponującą tamę na Wiśle która jest jednocześnie elektrownią wodną, ładny kościół, mały ryneczek, ale -- nie zachwycił mnie. Typowe miasto które posiada swoją historię i chce to wykorzystać poprzez przyciągnięcie jak najwięcej turystów. Niby zadbane, chociaż niektóre kamieniczki odstraszają wyglądem.
W okolicy Włocławka mieliśmy okazję zajrzeć do jednego z uzdrowisk, którego sławę przynosi woda mineralna. Jednak po skosztowaniu tej super-ekstra wody źródlanej doszedłem do wniosku, że dziękuję za taką niezbyt ładnie pachnącą terapię :S
Kolejnym przystankiem był Brześć Kujawski -- ważny niegdyś gród obronny, obecnie ciche i małe miasteczko z pomnikiem króla Władysława Łokietka na środku rynku. Obowiązkowo zrobienie foty przy pomniku, zaopatrzenie się w prowiant na następny dzień w lokalnym spożywczaku i powrót do autobusu.
Ostatnie miasto na trasie pierwszego dnia była Kruszwica, która wiadomo słynie z Mysiej Wieży. Na początku udaliśmy się rejs statkiem po jeziorze Gopło, który był jakiś -- bezcelowy? Nie wiem, zobaczyliśmy trochę wody, na początku kapitan statku coś mówił (w części której ja siedziałem kompletnie NIC nie było słychać) i umilkł. 45 minut pooglądania linii brzegowej i z powrotem na ląd.
Tutaj spotkaliśmy przewodnika który na szybko opowiedział nam historię Kruszwicy. Miesliśmy okazję wejść właśnie na szczyt wieży, z której rozciąga się całkiem niezły widoczek samego miasta jak i okolicznych pól.
Kolejnym przystankiem był kościół romański -- i nie wiem dlaczego, ale pierwszy raz jak go zobaczyłem przypomniały mi się lekcje WOKu -- kościółek jak z podręcznika. No i tutaj akurat mieliśmy szczęście, bo kościelny już chciał zamykać obiekt na dobre. Tak więc na szybko weszliśmy do środka zobaczyliśmy dość surowe wnętrze (wiadomo, romańsko ;P ) i wyszliśmy na zewnątrz. Podziękowanie za oprowadzenie po Kruszwicy panu przewodnikowi i kierunek na Licheń -- miejsce naszego pierwszego noclegu.
Na ciąg dalszy zapraszam jutro ;]
Do następnego!
