Proces tworzenia reklamy
Pewnie sami kiedyś zastanawialiście się jak przebiega proces tworzenia reklamy jakiegoś produktu (w tym przypadku portalu regionalnego) na przykład do gazety. Dzisiaj pokażę Wam kulisy powstawania takiej reklamy.
OK, tak więc zaczynamy:
- Najpierw trzeba mieć ciekawe hasełko promujące, bo przecież jak wszyscy wiedzą, bez tego ani rusz. Po burzliwych dyskusjach w biurze, czasami trwających wiele dni, a czasami 30 sekund, dostajemy olśnienia: "Sprawdź, co latem dzieje się w Twoim mieście". Bardzo ładne i przyciągające uwagę hasełko.
- Kolejna ważna sprawa - wybór odpowiedniej czcionki do zaprezentowania naszego hasła. Nie warto szukać jakiś czcionek w Sieci, poszukajmy czegoś ładnego w systemie... O! Comic Sans MS będzie idealny! Dodamy jeszcze grube obramowanie... Prefekcyjnie.
- No dobrze, mamy już porządnie wyglądające hasło reklamowe, teraz wypadała wypełnić puste miejsce (bo przecież reklama ma iść na całą stronę!) - pomyślmy... reklama ma przyciągać młodych ludzi, więc może wrzucimy zdjęcie jakiejś młodej osoby przy komputerze? Nie, nie zdjęcie - rysunek będzie lepszy. Hmm... tylko gdzie to znaleźć?...
- *faceplam* No tak, przecież istnieje iStockPhoto! Tam coś się znajdzie... O, super: jest coś w sam raz. Kupujemy i pobieramy
- Oj, wypadałoby trochę poprawiać - trzeba przede wszystkim usunąć tą czaszkę na słuchawkach, bo wyjdzie że to portal dla szatanistów czy czegoś tam innego...
- No git. Jeszcze tylko wkleimy logo portalu, dodamy jakiś gradniet w tle i skończone. Wygląda zajebiście, nie prawdaż?
- Teraz bierzemy kasę za wykonaną robotę i wysyłamy do jakiejś gazety - na przykład z programem telewizyjnym o średnim nakładzie 250 tyś.
Chyba zrezygnuję ze studiów informatycznych i pójdę na jakiś marketing czy grafikę, bo widzę że to łatwa i przyjemna robota. Wiele przykładać się nie trzeba, w Sieci można znaleźć wszystko gotowe. Tylko trzeba umieć szukać.
Do następnego.
eLkowy porządek w głowie
Z dużymi przerwami (złamana noga, w międzyczasie zapalenie płuc...), po ponad 150 dniach nauki i po sporym uszczupleniu mojego budżetu udało się. Zdałem kategorię B. Co prawda za drugim razem, ale chyba tak trzeba było - wzłaszcza, że większość moich znajomych zdała za drugim, a i ja sam nie liczyłem na to, że zdam za pierwszym.
Jak wyglądał sam egzamin? Uff, trochę kontrastowo, bo nerwowo dla mnie i rutynowo dla Pana Egzaminatora. Jak wysiadłem z eLki praktycznie byłem cały mokry. A wszystko przez stres, pilnować się żeby nie oblać na jakimś głupim będzie -- na złym ominięciu rowerzysty, nie zapomnieć głupiego kierunkowskazu. Najgorsze są ostatnie minuty egzaminu, kiedy wiesz i czujesz, że już zmierzasz w stronę ośrodka i masz prawie dokument w kieszeni.

A egzamin miałem okazję zdawać na Fiacie GrandePunto, z czego bardzo się ucieszyłem -- ponieważ w WORD Zamość tego dnia zostały wymienione wszystkie stare (sic!) Renault Clio na nowsze, a ja niestety tych nowszych nie znałem. Ponadto, pierwszą godzinę jazd zaczynałem punciakiem, i punciakiem skończyłem naukę na kategorię B.
Jakieś błędy? No, zostałem odpowiednio poinformowany, żebym nie katował samochodu ( czyli nie jeździł zbytnio dłuuugo na drugim biegu
) inne drobne potknięcia. Ale, ogólnie dobrze. Jeżeli ktoś jest ciekawy trasy i dokoładniejszego opisu mojego egzaminu, to zapraszam na forum prawojazdy.com.pl
Jakieś moje rady dotyczące egzaminu? Chociaż to wydaje się niemożliwe, trzeba podejść do tego na luzie -- bo stres to zły doradca
To chyba tyle -- teraz oby papiery bez problemu dotarły do Wydziału Komunikacji, bo jakoś już nie chcę zaglądać do WORDu przez jakiś czas... I kto wie, może teraz na blogu będą pojawiać się wpisy z wycieczek samochodowych?
Do następnego!


