michno bloguje
9lut/125

Na Olsztyn!

Przede wszystkim - witam wszystkich serdecznie w 2012 roku. Póki co, pierwszy miesiąc był pełen protestów przeciwko ACTA (w których sam uczestniczyłem), ale miejmy nadzieję, że wszystko będzie po staremu, albo nawet korzystniej niż było.
Przez ostatnie dni, walcząc z Uniwersytetem i zaliczeniami semestru letniego, podsłuchałem jak to Przemek - szalony współlokator - wybiera się na OlCampTech 25 stycznia, w celu wygłoszenia prezentacji na temat bezpieczeństwa aplikacji webowych. Cóż, z tej okazji, że na uczelni zaczęła mi się sesja, a jak powszechnie wiadomo student w trakcie sesji zrobi wszystko żeby się nie uczyć, postanowiłem się doczepić do tej szalonej, ponad 1000km podróży polskimi środkami komunikacji.

Na Olsztyn! 1
źródło: maps.google.pl

Pociągiem, samochodem, autobusem...?

Cóż, połączenie kolejowe z Rzeszowa do Olsztyna wiązało się z dwiema przesiadkami oraz 16h tłuczeniem się w wagonach. Poza tym, perspektywa spędzenia kilku godzin w polu z powodu jakiejś awarii w taką mroźną pogodę nie była zachęcająca.
Samochodem? Teoretycznie tak, jednak ceny paliwa + spalanie benzynowego silnika o poj. 1,8l nie wróżyła dobrze dla naszych kieszeń. Została nam komunikacja autobusowa.
Tutaj, akurat jest lepiej - duża firma przewozowa organizuje kilka wyjazdów dziennie do Stolicy, więc to nie był problem. A z Warszawy już PolskimBusem do Ostródy, a stamtąd już 'coś się wymyśli'.

Środa, 5:45 rano. Wychodzimy z mieszkania, idziemy na dworzec w Rzeszowie. Pogoda - mroźna, ale idzie wytrzymać, zwłaszcza jeżeli ma się dobre tempo marszu. Gdy miasto budzi się do życia, wsiadamy do autobusu, zajmujemy miejsca, na moje nieszczęście przy grzejniku, czego później żałowałem. Ruszamy. Za oknem niczego nie widać, więc nie pozostaje nic innego jak założyć słuchawki i spróbować zasnąć. Mi ta sztuka się nie udaje, a Przemysław śpi jak zabity.
W okolicach Radomia grzejnik już zaczął dawać mi się we znaki i parzyć w nogę. W dość niewygodnej pozycji, w okolicy 11:10, wylądowaliśmy na przystanku przy Dworcu Centralnym. Zostało nam 20 minut na dotarcie na stację Metro Wilanowska, więc biegiem na stację metra Centrum.

Komunikacja podziemna w Warszawie

Cóż, tutaj muszę powiedzieć, że mimo skończonych 20 lat, to była moja pierwsza wizyta w metrze. Wcześniejsze wypady do Warszawy ograniczały się do okolicy Placu Defilad i Krakowskiego Przedmieścia, ale poruszaliśmy się autobusem po powierzchni. Tak więc jazda metrem i obejrzenie stacji było ciekawym przeżyciem (zwłaszcza, jeżeli najpierw przeczytało się Metro 2033 Glukhovskiego ;) ) i zaskoczeniem. Pozytywnie, to system transportu miejskiego (jeden bilet do wszystkiego), za automaty do sprzedaży biletów, które obsługują karty płatnicze. W Rzeszowie jeszcze takiego nie spotkałem, chociaż chodzą słuchy że ktoś coś takiego widział :P No i jeszcze za częste kursy metra (co 2-3 minuty pociąg) w obu kierunkach. Co więcej, zauważyłem, że coraz więcej powstaje parkingów typu "Parkuj i jedź" - moim zdaniem, genialny pomysł. Gdybym mieszkał w Warszawie, to raczej bym z tego korzystał. Ale nie mieszkam i nie planuję mieszkać :P
Negatywnie - strasznie głośno, dźwięk (a właściwie pisk) hamulców ładnie daje po uszach, dlatego większość pasażerów ma słuchawki ;]
Ale, wracając do podróży; po wyjściu ze stacji Metro Wilanowska, wiadomo było że nie zdążymy na Polskiego Busa. Jeszcze Przemysław próbował szukać stacji Shell, przy której powinny odjeżdżać autobusy, ale nikt w metrze nie miał bladego pojęcia gdzie to jest. Dopiero jakiś dobry człowiek powiedział nam, że kawałeczek dalej jest duży przystanek MPK, więc tam skierowaliśmy kroki. No i niestety, tam był właściwy przystanek, ale jednak już bez naszego autobusu. Co dalej? Podeszliśmy do biura, dowiedzieliśmy się czy da radę przebookować bilety - niestety, nie ma takiej opcji. Cóż, kupujemy drugie miejscówki na następny kurs o 13:30. Mając dwie godziny czasu, nie dostrzegając niczego ciekawego w zasięgu wzroku, wpakowaliśmy się do metra i wróciliśmy na stację Centrum, aby coś przegryźć na słynnych Złotych Tarasach.

Jedziemy czerwonym autobusem

Szybka przekąska, powrót na stację Wilanowska. Czerwony autokar do Gdańska już czekał na przystanku, więc pozostało nam zająć wolne miejsca i ruszyć w kierunku Ostródy.

Na Olsztyn! 2
źródło: własne

I tutaj muszę przyznać, że byłem pod sporym wrażeniem - naprawdę wygodne siedzenia, miejsca na nogi też było sporo, więc da radę nawet się zdrzemnąć. No i działające nawet dobrze WiFi, które ratowało mnie przed odcięciem cywilizacyjnym - jak na złość tego dnia w moim telefonie zaczął wariować soft, nie wykrywając sieci GSM. I muszę powiedzieć, że nie tylko ja korzystałem z tego dobrodziejstwa - co najmniej jeszcze z 5 osób korzystało z internetu w swoich laptopach. Chciałem skorzystać jeszcze z gniazdka 230V, ale nie mogłem go dostrzec w zasięgu wzroku - dopiero przy wysiadaniu Przemysław je zobaczył.
Po godzinie 17:00, krętą, przebudowywaną drogą krajową nr 7 dojechaliśmy do Ostródy (no, może nie do centrum, ale gdzieś na obwodnicy miasta), gdzie nasz przystanek znajdował się... przy stacji Shell. Po kilkunastu minutach oczekiwania pod Stacją Kontroli Pojazdów, lekko przysypani padającym śniegiem, podjechał po nas jeden z organizatorów OlCampa. Wpakowaliśmy się do auta i już ruszyliśmy w ostatnią podróż do Olsztyna. Z auta trafiliśmy prosto na konferencję, zajęliśmy dobre miejscówki i wysłuchaliśmy prezentacji. A co było?

Krótki wstęp do kryptografii przygotowany przez ekipę z Empathy.pl, prezentacja MongoDB, w której proste zadania na bazie były wykonywane w trakcie prezentacji, ale w taki sposób, że nawet taki leszcz jak ja zdołałem zrozumieć jak to mniej więcej działa ;) Na sam koniec głos zabrał Przemysław, który w ciągu godziny zdążył przedstawić większość zagadnień ze swojej prezentacji, jednak tak wyczerpał temat, że uczestnicy OlCampu przez dłuższą chwilę musieli zbierać szczęki z podłogi. Po prezentacjach oczywiście poczęstunek w postaci pizzy i afterparty, na którym nie uczestniczyłem - chociaż teraz trochę żałuję - ale po takiej podróży jedyne o czym marzyłem to prysznic, łóżko i gniazdko do podładowania komórki.

Powrót

Następnego dnia trzeba było ruszyć w drogę powrotną na południe Polski. PolskiBus odpadał, ponieważ nie mielibyśmy jak się dostać na obwodnicę Ostródy, na przystanek. Pozostała nam komunikacja PKS, i tutaj nam się udało - akurat rano jechał pośpieszny do Warszawy, trzeba było tylko dostać się na dworzec z centrum Olsztyna.

Na Olsztyn! 3
źródło: własne

Idąc trochę okrężną drogą, stwierdziliśmy że stolica województwa warmińsko-mazurskiego jest mocno pagórkowatym miastem, szczególnie okolice Rynku. Trochę mi się to kłóciło z moim standardowym wyobrażeniem krainy jezior, która to powinna być płaska, ale przyznam szczerze, że z geografii orłem nie byłem ;] Po sporym spacerku, zrobieniu pamiątkowej fotki pod Wielką Bramą i zjedzeniu najbardziej przepłaconego zestawu śniadaniowego na dworcu w Olsztynie zapakowaliśmy się w Autosana jadącego na Dworzec Zachodni w Warszawie.
Po kilku godzinach jazdy znów trafiliśmy do Stolicy, gdzie mieliśmy mieć nieco dłuższy postój, ale Przemysław, w wolnych chwilach od czytania biografii Jobsa znalazł kolejne połączenie PKSem do Rzeszowa. Niestety, jak się okazało, to było dłuższe połączenie od poprzedniego - a wbrew pozorom, zależało mi na czasie, ponieważ następnego dnia miałem egzamin. Teoretycznie, można było się uczyć w autobusie, ale niestety, lecąca z głośników muzyka zawierająca hity gatunku disco-polo skutecznie nie pozwalała się skupić na czytaniu.

Po godzinie 21:00 wysiedliśmy na dworcu w Rzeszowie. Nareszcie jakieś znajome widoki, teraz tylko wpakować się MPK i dotrzeć na swoje osiedle...

Mówią, że podróże kształcą - i to jest prawda. W czasie tego wyjazdu nauczyłem się, że godzina na przesiadkę to za mało; metro jest dobrym środkiem transportu, mimo tego że jest głośne; i że TVN wydaje sporo na marketing (gdzie się nie obejrzysz w Warszawie, widzisz tą twarz - od razu przypomina mi się dowcip o Leninie i lodówce...)
Sam Olsztyn? Pewnie, gdybyśmy mieli więcej czasu, dałoby się lepiej poznać to miasto - tak więc coś czuję, że jeszcze tam kiedyś zawitam...

Do następnego!

BONUS: cóż, rozwijam swój hmm... talent? To za duże słowo... - w każdym bądź razie, pod adresem pierwiastekzciasta.soup.io znajdziecie rysunki sytuacyjne mojego autorstwa - zupa będzie prowadzona na bieżąco, więc łapcie za RSSa!

Wpis w kategorii: Geek w..., Wydarzenie 5 Komentarze