Geek w Wielkopolsce - dzień czwarty
Uff, przepraszam za przerwanie cyklu. Jakoś nadszedł długi weekend i nie miałem czasu na podsumowanie wypadu do Wielkopolski. Tak więc…
Dzień czwarty - Kalisz
Pobudka wcześnie rano, śniadanie i dość rygorystycznie sprawdzenie pokoju - czy są jakieś zniszczenia, zadrapania itp. Nasz pokój przeszedł kontrolę pomyślnie, więc szybka ewakuacja do autobusu i w trasę.
Na początku mieiliśmy zwiedzać pałac w Rogalinie — jednak po przyjeździe okazało się, że obiekt jest wyłączony ze zwiedzania, ponieważ jest w remoncie. Z tego wszystkiego zobaczyliśmy stare dęby i ogrody francuskie (które jakoś mnie nie zachwyciły — po prostu parę krzaczków ustawionych symetrycznie). Całe zwiedzanie trwało ok. 15 minut.
Kolejny przystanek — zamek w Kórniku. Wjazd na dość zniszczony parking, wysiadka i idziemy zwiedzać. Przy wejściu zakładanie gustownych klapeczek i praktycznie z góry informacja, żeby nie robić zdjęć, albo wykupić haracz w postaci 10zł :S
Na zamku najbardziej podobała mi się zbrojownia — dużo różnych mieczy, noży itp. rzeczy z różnych części świata. Poza bronią w oko wpadły mi pamiątki z wyprawy do Australii i Oceanii jednego z właścicieli zamku. Poza tymi eksponatami, moim zdaniem na kórnickim zamku już nie ma czego oglądać. Ale to moje zdanie młodego człowieka
Po Kórniku przyszła kolej na Kalisz — ostatnie miasto które zostało do zwiedzenia. Na początku jednak zamiast zwiedziać samo miasto, pojechaliśmy do starej dzielnicy, gdzie zrekostruowano prawdopodobny wygląd pierwszej osady w Polsce - łącznie fundamentami kościoła, bramą podobną do biskupińskiej czy fosą. Oczywiście, wszystko dofinansowane z Unii Europejskiej, co było jakoś bardzo widać. No, i oczywiście znowu zechciano z nas zedrzeć 15zł za zezwolenie na robienie zdjęć, ale według mnie zdzieranie za robienie zdjęć obiektu, który jest na wolnej przestrzeni, to trochę bezsens.
Po zwiedzaniu zrekonstruowanego Kalisza, pora na właściwy — a tutaj już można było co oglądać. Szczególnie, jeżeli wszystko zostało odbudowane praktycznie od zera po I WŚ.
Oczywiście, nie wszystko zostało zniszczone, np. Kościół św. Mikołaja ocalał, a w środku — malowidła na ścianach, a szczególnie pomalowany w gwiazdy sufit. Nie jest jakaś to piękność, ale mi taki sufit się spodobał
W samym kościele nie byliśmy długo, musieliśmy ruszać dalej.
Kolejny przystanek - kaliski rynek, wielkością podobny do zamojskiego, no może ciut większy. Ale liczba uliczek dookoła rynku o wiele większa, czego nie można powiedzieć o Zamościu, gdzie mamy raptem kilka ulic. Po Rynku odwiedziliśmy kościół św. Józefa, który ma dość sporą sławę. W nim cudowny obraz św. Rodziny, do którego przyjeżdzają pielgrzymki z całej Polski. Mnie najbardziej ujęła kaplica pod kościołem, w której znajduje się mini-muzeum, w którym znajdziemy pamiątki ofiarowanych przez księży więzionych w hitlerowskich obozach koncentracyjnych. Po prostu, będą w Kaliszu trzeba zobaczyć.
W samym kościele nie mogliśmy dłużej przebywać, ponieważ — była sobota, a to wiadomo, dzień ślubów.
Ostatnią rzeczą którą zobaczyliśmy w Kaliszu to jedyny w Polsce Pomnik Książki — na pamiątkę pozbycia się księgozbioru z biblioteki kaliskiej podczas wojny. Bo często nie doceniamy zwykłej książki ;]
Co mnie zdziwiło w Kaliszu? Przystanki komunikacji miejskiej co 200 metrów
Ostatnie miejsce w którym się zatrzymaliśmy to Piotrków Trybunalski i obowiązkowe zaliczenia Maca. No, ale mieliśmy pecha i restauracja była w remoncie, działał tylko McDrive. A czego to nie zrobią głodni licealiści…
W tym momencie chciałbym pozdrowić tą panią z okienka, która jak zobaczyła grupę 40-osobową to się załama. Ale, oszczędziliśmy jej kłopotu, wsiedliśmy w autokar i znaleźliśmy inną restaurację pod Piotrkowem. Po posileniu się ruszyliśmy już prosto do Zamościa…
Podsumowanie: w następnym wpisie.




Komentarze do wpisu “Geek w Wielkopolsce - dzień czwarty”
Thieffer
Mina pani w okienku: bezcenne
Komentarz popełniony dnia: 9.05.2009, 21:11