Geek w Wielkopolsce, dzień pierwszy
Zapowiadają się 4 krótkie wpisy, tak więc moją relację z wyjazdu na tereny Wielkopolski będziecie mogli poczytać przez najbliższe 4 dni -- tak, żeby od razu nie wyszedł olbrzymi wpis
Wycieczka była nastawiona pod kątem historycznym, co dla osoby z mat-infu może się wydać niezbyt ciekawa, ale - tak nie było. No, może parę razy
Dzień pierwszy -- Warszawa i Włocławek.
Muszę szczerze powiedzieć, że przejechać przez Warszawę w godzinach porannych jest tak średnio -- ruch jest duży, ale w miarę sprawie da się przejechać przez stolicę. Wiadomo, inaczej się odczuwa jazdę siedząc w fotelu a inaczej kierując autobus wycieczkowy
Pierwszym miejscem był Kościół św. Stanisława Kostki na Żoliborzu, miejsce w którym znajduje się grób ks. Jerzego Popiełuszki. Miejsce -- symbol dla Polaków, jednak nie mieliśmy okazji dłużej zostać w Warszawie, ponieważ czas nas gonił, a do odwiedzenia mieliśmy jeszcze Włocławek.
No właśnie, a czym uraczył mnie Włocławek? Hmm... Jakoś niczym szczególnym. Fakt, ma imponującą tamę na Wiśle która jest jednocześnie elektrownią wodną, ładny kościół, mały ryneczek, ale -- nie zachwycił mnie. Typowe miasto które posiada swoją historię i chce to wykorzystać poprzez przyciągnięcie jak najwięcej turystów. Niby zadbane, chociaż niektóre kamieniczki odstraszają wyglądem.
W okolicy Włocławka mieliśmy okazję zajrzeć do jednego z uzdrowisk, którego sławę przynosi woda mineralna. Jednak po skosztowaniu tej super-ekstra wody źródlanej doszedłem do wniosku, że dziękuję za taką niezbyt ładnie pachnącą terapię :S
Kolejnym przystankiem był Brześć Kujawski -- ważny niegdyś gród obronny, obecnie ciche i małe miasteczko z pomnikiem króla Władysława Łokietka na środku rynku. Obowiązkowo zrobienie foty przy pomniku, zaopatrzenie się w prowiant na następny dzień w lokalnym spożywczaku i powrót do autobusu.
Ostatnie miasto na trasie pierwszego dnia była Kruszwica, która wiadomo słynie z Mysiej Wieży. Na początku udaliśmy się rejs statkiem po jeziorze Gopło, który był jakiś -- bezcelowy? Nie wiem, zobaczyliśmy trochę wody, na początku kapitan statku coś mówił (w części której ja siedziałem kompletnie NIC nie było słychać) i umilkł. 45 minut pooglądania linii brzegowej i z powrotem na ląd.
Tutaj spotkaliśmy przewodnika który na szybko opowiedział nam historię Kruszwicy. Miesliśmy okazję wejść właśnie na szczyt wieży, z której rozciąga się całkiem niezły widoczek samego miasta jak i okolicznych pól.
Kolejnym przystankiem był kościół romański -- i nie wiem dlaczego, ale pierwszy raz jak go zobaczyłem przypomniały mi się lekcje WOKu -- kościółek jak z podręcznika. No i tutaj akurat mieliśmy szczęście, bo kościelny już chciał zamykać obiekt na dobre. Tak więc na szybko weszliśmy do środka zobaczyliśmy dość surowe wnętrze (wiadomo, romańsko ;P ) i wyszliśmy na zewnątrz. Podziękowanie za oprowadzenie po Kruszwicy panu przewodnikowi i kierunek na Licheń -- miejsce naszego pierwszego noclegu.
Na ciąg dalszy zapraszam jutro ;]
Do następnego!

26.04.2009 - 21:01
Co do tej tamy… kilka tygodni wcześniej oglądałem film o ks. Popiełuszce. I jak dla mnie, pierwsze spojrzenie na tamę i rzekę zrobiło wrażenie. Poza tym – jak napisałeś – nic specjalnego we Włocławku
Ta pierwsza miniaturka ma zły odnośnik. Po kliknięciu wywala na monitorze Łokietka