Kantorek i format…
Poniedziałek. Początek tygodnia. Koło 4 godziny lekcyjnej zjawiamy się w kantorku (dla niewtajemniczonych: pewne miejsce w naszej szkole. Przyważnie tak siedzimy z Pavlickiem i tworzymy stronę www szkoły, ale nie tylko...) Weszliśmy, omówiliśmy plany co mamy dzisiaj zrobić. Acha, guzik. Internet był 5 minut. Potem go niebyło. Pavlick się zdenerwował, bo w całej szkole jest net, a w kantorku nie ma. Doszliśmy do wniosku, że jak ostatnio wpadł spec od komputerów, to wszystko namieszał i niechodzi. Jedyne rozwiązanie - format...
Przekonaliśmy panią od biologi, że inaczej nie da rady. Trzeba od początku. Dostaliśmy zgodę, zrobiło się backup 'Moich Dokumentów' i dawaj płytę Windowsa...
2 godziny. Wszystko działa jak należy. Internet gładko chodzi, jest super. Zobaczymy do kiedy. Pewnie jak znowu przyjdzie 'spec' to trzeba będzie zrobić to samo.
Co do formatu to sam się przygotowuje do tego zadania. Zaczyna mi komp wariować, wieszać... Przerzuci się ważniejsze dane na drugi dysk i git. Tylko skąd ja wezmę Windowsa...
A no racja! Mam 3.11 na 10 dyskietkach :) :P
Pozdrawiam!

27.09.2006 - 21:05
Ten tuman powinien dostać zakaz na zbliżanie się do klawiatury. Na spółę z kilkoma innymi. Za każdym razem trzeba po nich poprawiać.
I to ich irracjonalne uwielbienie do Service Packa 2…