@lgorytm
Godzina 10:30, wychodzę z domu w stronę szkoły. Bolą mnie zatoki, czuję że będę chory, ale na konkurs chcę jechać. Wpadam po Karola, u niego jest już Pavlick. We trzech idziemy do budunku szkoły. Konkurs zaczyna się o 13 w Zamościu.
Obecnie, aby wejść do budynku szkoły, trzeba przejść pod oknami 3 sal lekcyjnych, znajdujących się na parterze. W jednej z nich akurat znajdowała się moja klasa. No to teraz dylemat - czy przejść niezauważonym pod oknami, czy pozdrowić klasę i przy okazji moją ukochaną panią od historii. Wybrałem tą drugą możliwość, ale i tak mnie nauczycielka nie zauważyła. Weszliśmy do budynku, czekał na nas Kuba. Pokręciliśmy się trochę po szkole, zanim mogliśmy ruszyć na przystanek PKS z naszą panią od informatyki. Jak doszliśmy na przystanek było 20 minut po jedenastej. Kilka minut po naszym przybyciu podjeżdża BUS na Zamość. Za dużo ludzi. Czekamy na następny. O 11:40 podjeżdża prawie pusty autobus. Bez wachania wsiadamy.
Po zakupie biletu i ulokowaniu się z tyłu autobusu wyciągnąłem określaną przeze mnie "Książkę z dowcipami", a dokładniej "Kieszonkową Encyklopedię Wiedzy Komputerowej od A-Z". Co w tym śmiesznego? Wydanie ze stycznia 2000 roku. Aktualne, no nie? Najlepsze było zdanie dotyczące dyskietki: "Obecnie najbardziej popularna forma do przenoszenia danych". Myślałem, że padniemy ze śmiechu.
Kilka minut po 12 wysiedliśmy na przystanku, od razu skierowaliśmy się w stronę Gimnazjum nr. 7, gdzie odbywał się konkurs. Weszliśmy do budynku, akurat była przerwa. Weszliśmy na 2 piętro. Do konkursu pozostało jeszcze pół godziny. Siedliśmy na ławce, i czekaliśmy. W między czasie przyjechał kumpel Pavlicka z Sułowa, trochę pogadali. No, ale konkurs czas zacząć.
Oczywiście - krótki wstępniak, co i jak - po prostu standard, jak na każdym konkursie. Dostaliśmy 45 minut na rozwiązanie 35 zadań. Rozeszliśmy się do dwóch sal, Karol z Kubą do jednej, a ja z Kamilem do drugiej.
Po zakodowaniu prac, od razu wziąłem się za rozwiązywanie zadań. Nie minęło zaledwie 5 minut - musiał wypisać mi się długopis, a miałem tylko jeden. Uprzejmie zapytałem, czy mogę dostać dostać nowy długopis. Już słyszę lekki śmiech z tyłu. Pavlick nie wytrzymał.
Zadania, jak zadania - wszystko, i nic. Najbardziej przeraziły mnie zadania z Excela. Nie korzystam z niego, więc nic, kompletnie NIC nie wiedziałem. Pisałem to, co gdzieś w szarych komórkach zostało z I klasy Gimnazjum na lekcjach informatyki. Kilka minut przed końcem oddałem pracę. Wyszedłem na hol, za mną zaraz Kamil. Po kilku minutach już wszyscy czterej siedzieliśmy na holu i analizowaliśmy zadania. Co ma być, to będzie. Wyniki miały być jeszcze tego samego dnia na stronie internetowej konkursu. Po wyjściu ze szkoły udaliśmy się prosto na przystanek, nie dostaliśmy czasu wolnego - więc nici z zakupu nowej klawiatury. Ech, mówi się trudno. Wróciliśmy BUSem.
Po skromnej przekąsce, jaką sobie walneliśmy w szczebrzeszyńskiej pizzernii, wróciłem do domu. Nie byłem bardzo zadowolony z siebie, a poza tym ból zatok już dał po sobie znać. Przebrałem się, słuchawki na uszy i już w tle leci Robert Miles - Children.
O godzinie 21:46 dzwoni moja komórka. To Kamil:
"Udało się. Jesteśmy w finale."
Po raz pierwszy w życiu udało mi się przejść do kolejnego etapu jakiegoś konkursu. Byłem szczęśliwy. I chory jednocześnie.
P.S. Stronę konkursu można zobaczyć pod adresem: http://eduapple.pl/grabowiec_gimn/konkurs/algorytm.html
„@lgorytm” i o byciu technicznym
Kilka miesięcy temu (a dokładniej w poście o postanowieniach noworocznych) napisałem o konkursie pt. "@lgorytm". Jest to konkurs informatyczny dla mojego powiatu czy województwa - już nie pamiętam. Z mojej szkoły startuje tylko 4 uczniów - Ja, Pavlick, Karlo no i nasz pomocnik od sprzętu - Kuba (o którym już wspominałem na blogu, odnośnie afery z kabelkiem). Czyli główni "techniczni" w szkole.
Dlaczego główni? Ponieważ w mojej szkole nikt się tym nie interesuje. Pavlick odziedziczył tę funkcję po bracie, ja też coś nie coś wiedziałem o sprzęcie, Karlo był że tak ujmę "na doczepkę". Niestety, wszyscy trzej jesteśmy kończymy w tym roku Gimnazjum, więc trzeba było wyznaczyć jakiegoś zastępcę - wybór padł właśnie na Kubę. I tym sposobem wszystkie dyskoteki, apele i inne uroczystości musimy się nimi zająć... Ale plusami tej roboty jest dostęp do każdego miejsca w naszej szkole. Na przykład szykuje się duża uroczystość, uczniowie jeszcze nie mogą wchodzić na aule. Podchodzimy do szklanych drzwi, które pilnuje jedna z "pań sprzątających", pukamy w szybę.
- Czego chcecie?
- Techniczni
- A to właźcie.
Tylko jedno słowo. A ile może zdziałać?
Także bycie technicznym ma swoje plusy, jednak są i minusy - gdy idę na dyskotekę, to przychodzę wcześniej przed innymi, a wychodzę jako ostatni (no, czasami uda mi się wcześniej wyrwać, więc składanie sprzętu zostawiam reszcie - za to wielkie dzięki "chłopacy"
).
Uff, rozpisałem się o byciu technicznym, a muszę coś nie coś sobie przypomnieć z algorytmów - w tamtym roku zabrakło mi 1pkt, właśnie przez zadanie z algorytmami. No i może po konkursie kupię jakąś tanią klawiaturę, bo w obecnej wysiadła mi 2 od góry ścieżka, więc niektóre znaki muszę kopiować z "Mapy znaków". Ja to mam szczęście...
No to pozdrawiam, jutro napiszę coś nie coś o tym, jak mi poszło
